Dzisiaj wyjątkowo zapraszam na mój tekst do Jawnych Snów, gdzie trzęsąc się w bezwstydnych pogańskich pląsach, składam hołdy grze Harvester.
sobota, 24 maja 2014
czwartek, 8 maja 2014
Heavy metal nie rdzewieje
Oto jest, po ponad roku w bólach
produkcji i postprodukcji, pierwszy film dokumentalny w mojej
reżyserii. Poniżej trailer, a więcej dowiecie się na stronie poświęconej filmowi "Do ostatniej kropli krwi".
![]() |
| Plakat autorstwa Joanny Studzińskiej / tulipart.pl |
czwartek, 5 września 2013
Człowiek człowiekowi Gawlińskim
![]() |
| - Jestem pazernym fiutem - zdradził naszej redakcji Robert Gawliński |
Żeglując po internecie trafiłem na
wiadomość już dość starą (luty 2013), ale z uwagi na branżę dla mnie
interesującą. Zespół Wilki zorganizował otóż konkurs na
teledysk. Nagrodą było to, że owo dzieło stanie się oficjalnym
teledyskiem puszczanym tu i tam, a nawet gdzie się da ku chwale
zespołu, który Interia w swym newsie nazwała "legendą
polskiego rocka". Kawalarze.
Na zrobienie clipa legenda dała
miesiąc od ogłoszenia tej wspaniałej wieści. Niby nie jest to
mało, ale nie jest to też dużo, zwłaszcza że news się musiał
rozpropagować po sieci. Dodając to, że konkurs był dla amatorów,
którzy mają zazwyczaj jeszcze inne rzeczy na głowie poza robieniem
dobrze Robertowi Gawlińskiemu, to zdecydowanie jednak dali za
mało czasu. Ale niech.
A teraz zniewaga do złamania, która
czai się w regulaminie. Panie i Panowie, ustęp V, punkt 3, voila:
3.
Szczegóły przeniesienia majątkowych praw autorskich do Materiału
laureata na Fundatora regulować będzie umowa, zawarta w tym
zakresie pomiędzy laureatem a Fundatorem, z tym
zastrzeżeniem, że kwota wynagrodzenia z tego tytułu nie
będzie wyższa niż 100,00 (sto) złotych.
Tak, tak, nasza legenda
rocka chciała żeby clipa im zrobić za stówę. I podkreślmy, że
to nie jakaś zabawa dla fanów lubiących kręcić filmiki komórką,
w której zapewne nagrodą mogło być buzi od Roberta i to by
wystarczyło, ale miał powstać "oficjalny" czyli
profesjonalnie zrealizowany clip.
- To nie mogło wypalić -
pomyślałem sobie, a że rzecz się odbywała na początku roku, to
wystarczyło sprawdzić. I co?
Tako skowyczą Wilki:
Przejrzeliśmy
wszystkie zgłoszone klipy. Jak zawsze w przypadku konkursów, poziom
nadesłanych prac był maksymalnie zróżnicowany. Niestety żadna z
nich nie spełniła artystycznych oczekiwań stawianych oficjalnym
teledyskom, więc po długich naradach jury zdecydowało się
zakończyć konkurs bez wyboru laureata.
Do tego było jeszcze
obowiązkowe słodkie pierdzenie w kierunku uczestników za ich
zaangażowanie itd. Na pewno się wszystkim od tego lepiej zrobiło.
Ile zarabiają Wilki za
koncert? Pewnie więcej niż do 100 zł? Gdyby rzucili choćby 2000
złotych jako nagrodę to pewnie mimo narzekań, że za takie rzeczy
się płaci znacznie więcej, kupa ludzi ze środowiska offowego,
mających sprzęt i doświadczenie by się za to wzięła.
Podsumowując - dziany,
popularny zespół chciał dostać za darmo warty grubą kasę
produkt od ludzi, którzy ciężko na niego musieli pracować. Gdyby
nie nazwali tego konkursem, to można by to nazwać wyłudzeniem. Ok,
ja rozumiem, żyjemy w kapitalizmie, zjedz zanim ciebie zjedzą, to
brutalny system, ale czy nawet dla osoby publicznej naprawdę nie ma
jakiejś granicy pazerności?
Dzizus fakin krajst, Robert,
sto złotych, naprawdę?
sobota, 10 sierpnia 2013
Kapitalna dekapitacja
![]() |
| Alice Cooper ma dobrze opanowane uwalnianie się z kaftanu bezpieczeństwa - śpiewając „The Ballad of Dwight Fry” robi to na scenie od 1971 roku. Fot. J. Studzińska / tulipart.pl |
Zrobił karierę na szokowaniu. Choć dziś już nie budzi kontrowersji, to koncerty Alice'a Coopera wciąż są spektakularne, o czym mogła się przekonać kilkutysięczna publiczność Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty koło Słupska.
Alice Cooper jest wcieleniem spalonej na stosie czarownicy i choć wiadomo, że od samego początku był to chwyt reklamowy, to nietrudno pomyśleć, że ten charyzmatyczny facet ma w sobie jednak coś nadnaturalnego. 65-letni wokalista arogancko przegania swoich muzyków po scenie, ciągnie za włosy, smaga batem. Każdy gest jest teatralny, Alice ani przez chwilę nie pozwala spuścić z siebie oczu. Gdy rzuca pod scenę laskę, przed dobrych kilka minut trwają zmagania fanów o trofeum.
Początek koncertu to najbardziej znane utwory Coopera w jego ponad 40-letniej karierze. Niestety, mając 26 płyt do wyboru, trudno każdej z nich poświęcić nawet trochę czasu. Wreszcie przygasza się światło, rozbrzmiewa piosenka „Witajcie w moim koszmarze” i rozpoczyna się czas na horrory.
Kaftan bezpieczeństwa, sadystyczna pielęgniarka, trzymetrowy Frankenstein - wszystkie utwory mają swoje atrakcje, które ostatecznie bledną przy niesławnej inscenizacji egzekucji na gilotynie. W finale kat obnosi odciętą głowę wokalisty, podczas gdy zespół gra piosenkę na cześć nekrofilii.
Śmierć była też motywem przewodnim następnej części koncertu, hołdu dla „martwych pijaków”, przyjaciół Coopera z czasów młodości - Jima Morrisona, Johna Lennona, Jimiego Hendriksa i Keitha Moona (The Who). Klasyczne utwory zachwyciły publiczność, ale Alice wypada w tym materiale dość przeciętnie.
Końcówka to utwory obowiązkowe, czyli „I’m Eighteen” - wyznanie osiemnastolatka (Alice'owi bliżej teraz do 80., więc podpierał się kulą) oraz rozsławione przez MTV „Poison”. Chwila oczekiwania na bis i publiczność dostaje jeszcze „Schools Out” z wplecionym „Another Brick in The Wall” (grupy Pink Floyd), podczas którego latają balony z konfetti, atakowane przez wokalistę szablą.
Był to dopiero drugi występ Coopera w naszym kraju. Jednak on sam mówi, że na emeryturę pójdzie co najmniej w tym samym wieku, co starszy od niego o parę lat Mick Jagger. Po doskonałym przyjęciu zespołu w Dolinie Charlotty jest więc być może szansa na choćby jeszcze jedną na polskich ziemiach dekapitację.
![]() |
| Orianthi błyskotliwymi solówkami udowadniała, że nie jest tylko ładną twarzą w zespole. Trafiła do niego po śmierci poprzedniego pracodawcy... Michaela Jacksona. Fot. J. Studzińska / tulipart.pl |
środa, 24 lipca 2013
Happy end [opowiadanie]
Widać miałem jednak dzień na dziwne zachcianki, bo przechodząc koło wyjątkowo gęstych szuwarów, nagle zapragnąłem w nie wejść i rozejrzeć się trochę.
Od dawna podejrzewałem, że mam instynkt detektywa i być może to on wówczas zadziałał. Czy tego się więc właśnie spodziewałem w tej kupie zamoczonego zielska? Porzuconej damskiej ręki, z elegancko umalowanymi na czerwono paznokciami?
czwartek, 30 maja 2013
Perła wśród wieprzy (cz. 2) - Józef OST
Z zespołem Józef OST spotkałem się
dzięki kwietniowej edycji konkursu teledyskowego Yachfilm, o której wcześniej pisałem. W przeciwieństwie do nas Józef zupełnie
nikogo nie agitował (i prawdę mówiąc słusznie, bo szkoda na to
czasu), kończąc z dwoma głosami.
Nie ukrywam, że włączyłem tego
clipa, bo chciałem się ponabijać z cudzego nieszczęścia i
nieudolności. Oceniając po nazwie, spodziewałem się jakiegoś
pop-folk-alternatywno-zabawowego grania. Coś gdzieś w przedziale
między Myslovitz a Zakopower. Początek clipu był słaby i
amatorsko zrobiony, więc sądziłem, że trafiłem w dziesiątkę...
a tu nagle... (WTEM! - mógłby napisać Pacio Chmiel) przykuła mnie
muzyka. Hipnotyczne, brudne riffy gitarowe, mechaniczne bębny,
monotonny wokal melorecytujący porąbane teksty. Pierwsze, choć
nienachalne skojarzenie muzyczne - Swans. Co więcej, po słabym
początku porąbany i całkiem ciekawy, okazał się również
teledysk. Była to jedna z nielicznych prac, które z przyjemnością
obejrzałem do końca. Skromna realizacja, ale klimat ma. Józef po
prostu wychynął zza węgła i zaskoczył... pozytywnie.
W toku dalszych czynności śledztwo
wykazało, że zespół ma w dorobku EP-kę wypuszczoną przez stronę
Bandcamp (na tejże stronie do tagów ma wpisane Swans, więc czuja
miałem bezbłędnego). Rzekoma EP-ka jest niby długości zwykłej,
pełnej płyty (LP), ale być może był w tym jakiś głębszy
zamysł, bo dobrego materiału jest tyle co na EP-kę właśnie. Jej
pierwsza połowa to bardzo ciekawe, ostre (post-)rockowe granie,
które wzbudziło mój zachwyt, a druga, mało oryginalne
elektronicznie pitolenie, wchodzące czasem nawet w strefę
umca-umca. Co tu dużo gadać, szkoda, że tak się stało, ale niech
żywi i żywe trupy nie tracą nadziei, zespół wszak istnieje i
sądząc po facebookowej aktywności, idzie w dobrą stronę. Nie ma
co zresztą za dużo gadać, skoro z Bandcampa każdy może posłuchać
całej płyty on-line. Tak więc, panie i panowie, międląc berecik
w spoconych dłoniach nieśmiało przedstawiam (fanfary): Józef OST!
środa, 8 maja 2013
Coś mi wypadło z mózgu i hałasuje straszliwie
Poniższe nagranie to mała
demonstracja surowych i przetworzonych dźwięków z mojej osobistej
biblioteki. Ponieważ wyszło to dość artystycznie (jak
schizofreniczna audiowycieczka do piekła), pomyślałem, że będzie
pasować na bloga.
Nie jest to konieczne, ale dla
maksymalnego efektu polecam użycie słuchawek.
Wszystkie sample nagrane i przetworzone
przeze mnie.
niedziela, 5 maja 2013
Perła wśród wieprzy: The Bum
![]() |
| W umyśle bohatera The Bum, kotek jest wiecznie żywy |
Nie jestem fanem przygodówek
tworzonych przez amatorów. Na przestrzeni ostatnich lat grałem w
klika, i w najlepszym przypadku były akceptowalne jak na produkt, za
który nic się nie płaci. Nie pamiętam, żeby którąkolwiek
chciało mi się skończyć. Niestety w przypadku gier różnica
między zawodowcami a amatorami, wydaje się być bardziej znacząca,
niż w przypadku innych dziedzin sztuki.
Z takim to właśnie przykrym
nastawieniem, podchodziłem do darmowej, amatorskiej przygodówki The
Bum, na którą trafiłem przypadkiem i którą zamierzałem włączyć
na góra parę minut. Czekało mnie ogromne zaskoczenie. Jeśli
chodzi o gry, które starają się być zabawne, to ta skromna
produkcja jest napisana lepiej niż większość profesjonalnych
przygodówek. Jak to możliwe? Nie wiem! NIE WIEM!!! Niedowierzanie
towarzyszyło mi przez dużą część rozgrywki. W pierwszej chwili
myślałem, że autorowi się poszczęściło na początku, ale gra
cały czas trzyma poziom. Jak na mój gust dialogi można by
trochę przyciąć, jednak poza tym The Bum od strony pisarskiej
prezentuje poziom imponujący.
Weźmy głównego bohatera. Jest
bezdomny, jest świrem i ze światem komunikuje się przez skarpetkę
założoną na dłoń. Najciekawsze jest zaś, że interpretuje świat
na swój własny sposób. Gracz widzi zwykłą skrzynkę z
bezpiecznikami, a bohater skomplikowaną zagadkę, co zresztą
doskonale pasuje do konwencji gry. Bohaterowie przygodówek zachowują
się zazwyczaj tak kretyńsko, że zastanawiam się, dlaczego
nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, żeby w roli głównej
obsadzić szaleńca. Brawo.
Trzeba jeszcze wspomnieć, że The Bum,
skądinąd stworzony przez dwójkę Polaków (tak, są polskie
akcenty), zawiera mnóstwo odniesień do klasycznych gier Lucasarts,
a także Monty Pythona. To mnie akurat za bardzo nie kręci.
Powiedzieć, że lubię Lucasarts i Monty Pythona, to tak jakby
stwierdzić, że papież z sympatią wypowiada się o Jezusie, hołdy
mają jednak dla mnie sens w umiarkowaniu. To nie one sprawiają, że
gra jest śmieszna, lecz oryginalny materiał wysokiej próby. Z tego
zmagania The Bum wychodzi zwycięsko.
Jak widać na załączonym obrazku i
trailerze (który niestety nie oddaje tego, jak dobra jest gra), The
Bum ma staroszkolną grafikę. O dźwięku i muzyce można napisać
tyle, że są. Dla niektórych może być to ciężkie do
przełknięcia. Warto się przemóc, zwłaszcza, jeśli ktoś tęskni
za tym niegdyś wspaniałym, a dziś zmarginalizowanym gatunkiem gier
komputerowych.
Grę można ściągnąć tutaj:
niedziela, 21 kwietnia 2013
To będzie następne przygniatające zwycięstwo (moralne) [aktualizacja]
Wypadałoby wspomnieć, że nowy
teledysk Nihil Quest startuje w kwietniowym konkursie na CyberYacha
(jedna z nagród festiwalu clipowego Yacha Paszkiewicza). Konkurujemy
z zespołami w dużej części z innej półki, które mają
wytwórnie i marketing, a teledyski kręcą im ekipy, tak więc nie
ma co mówić o rywalizacji, ale jak ktoś by chciał nas (i
niezależną scenę!) poprzeć to proszę bardzo - nie pozwólcie bym
Was dłużej zatrzymywał!
Link do naszego teledysku na konkursie: Nihil Quest - Splendid Isolation
Uwaga, nie lekceważ tego! Jadwiga Kląsek zagłosowała na Nihil Quest w konkursie YachFilm i dzień później w mało uczęszczanym kącie piwnicy znalazła skarby Inków. Mikołaj Budzanowski nie zagłosował i dwa dni później premier Tusk pozbawił go stanowiska ministra skarbu. Stefania Podpieróg też nie zagłosowała i w nogę wdała jej się gangrena, a trzy dni później był koniec świata. Głosuj na Nihil Quest!
[aktualizacja]
Uwaga, nie lekceważ tego! Jadwiga Kląsek zagłosowała na Nihil Quest w konkursie YachFilm i dzień później w mało uczęszczanym kącie piwnicy znalazła skarby Inków. Mikołaj Budzanowski nie zagłosował i dwa dni później premier Tusk pozbawił go stanowiska ministra skarbu. Stefania Podpieróg też nie zagłosowała i w nogę wdała jej się gangrena, a trzy dni później był koniec świata. Głosuj na Nihil Quest!
[aktualizacja]
Dziękuję wszystkim, którzy głosowali
na teledysk Nihil Quest, a zwłaszcza sobie, bo bez wątpienia
nastukałem tych głosów najwięcej (w sumie padło ich 61,
zwycięzca miał ponad 1600). Każdy konkurs tego typu, który opiera
się na klikalności internautów nie ma oczywiście żadnego sensu w
sensie artystycznym, a jest tylko pokazem sprawności organizacyjnej
zespołu bądź jego fanów. W tej kategorii nie mamy szans.
Natomiast udało się pokazać ten clip paru osobom więcej i tak
naprawdę o to najbardziej chodziło. Dzięki!
środa, 3 kwietnia 2013
Dentodrama [opowiadanie]
Niedobre Literki - Polskie Centrum Bizarro (oby żyły wiecznie)
zamówiły u mnie opowiadanie na Dzień Dentysty. Jakże mogłem
odmówić? Tak powstał skromny, absurdalny szorcik pt. "Ząbi",
który po borowaniu wstępnym niniejszym trafia na leczenie kanałowe
w zakładzie usług stomatologicznych Dehumanizer. Niedeobroliterkowe opowiadania innych dewiantów literackich można przeczytać o TU.
Czapkując przed Limbo
Limbo to bez wątpienia jedna z
najwspanialszych gier ostatnich lat. Triumf pomysłu, klimatu i
minimalizmu nad efektownymi, rozbuchanymi produkcjami za grube
miliony dolców.
Jedną z najlepszych rzeczy w Limbo
jest bardzo oszczędne udźwiękowienie. Dla eksperymentu i treningu
zrobiłem więc coś odwrotnego i bogato udźwiękowiłem fragmenty
gry używając sampli z klasycznych kreskówek firmy Hanna-Barbera.
Kto nie grał w Limbo raczej tego nie zrozumie, a kto nie oglądał
kreskówek, ten nie służył w marynarce... więc o czym tu w ogóle
gadać.
niedziela, 3 marca 2013
Klipon 2 czyli Powrót Galla Anonima
Mój post o Klipon.pl zaraz po
opublikowaniu wzbogacił się o zabawny komentarz przypadkowego
odwiedzającego. Oburzony słabą i napastliwą treścią tekstu
anonim, jednocześnie podziękował za informację o tak wspaniałym
portalu. Dziś przyszedł kolejny komentarz, podpisany tym razem jako
Mariusz (czy to może Mariusz z TYCH Mariuszy?). Ponieważ zawiera
coś nowego, postanowiłem na niego odpowiedzieć w osobnym
poście.
A oto i komentarz:
Witam serdecznie!
Bardzo ciekawy artykuł. Trafiłem na ten portal przypadkiem i idea wydała mi się bardzo innowacyjna i interesująca więc postanowiłem poszperać i natrafiłem na ten artykuł. Jestem niezależnym twórcą i nie chcę tracić praw autorskich do swoich teledysków. Po przeczytaniu artykułu zadałem sobie trud i przeczytałem dokładnie regulamin tego portalu, niestety nie znalazłem żadnego zapisu, o którym mowa powyżej, mam w związku z tym pytanie i prośbę, czy można przybliżyć szczegóły i wskazać dokładnie gdzie znajdują się konkretnie te punkty o przekazywaniu praw autorskich i majątkowych?. Z góry wielkie dzięki. Pozdrawiam. Mariusz.
Drogi niezależny twórco Mariuszu.
Wspomniane w artykule zapisy zniknęły z regulaminu Klipona. Być
może ma to jakiś związek z moim listem do Yacha Paszkiewicza, który wysłałem w nocy z 26 na 27
lutego (wówczas regulamin miał jeszcze starą
formę). Dodajmy dla nieświadomych, że Ojciec Polskiego Teledysku
od niedawna współpracuje z Kliponem. Nowy regulamin na Kliponie obowiązuje zaledwie od 27 lutego. Doprawdy, co za przypadek, że
właśnie w ciągu tych kilku dni trafiłeś na mojego bloga.
Gdybyś chciał się jednak przekonać,
że sieć nie zapomina, to poprzedni regulamin wciąż wisi w
internetowym archiwum stron Archive.org. Co więcej, specjalnie dla Ciebie znalazłem
adres:
(wspomniany zapis znajduje się w art.
6 / 12)
A gdyby nagle bomba pierdolnęła w
Archive.org to zrobiłem też screenshoty : )
PS Co do innowacyjności, to bym nie
przesadzał. Taki Genero.tv działa od 2009 roku. Niemniej uważam,
że warto robić coś takiego na polskim rynku - oczywiście zachowując
przy tym
umiar w pazerności!
Również pozdrawiam, a także życzę
powodzenia w kręceniu, ale tylko teledysków : )
środa, 13 lutego 2013
Najwspanialsza izolacja ever w tym tygodniu
Ok, bez namaczania i gry wstępnej - popełniłem nowy teledysk dla Nihil Quest. Proszę się nim cieszyć na pełnym ekranie i przynajmniej w rozdzielczości 720p. A jak nie, to pamiętaj, że ninja wiedzą gdzie mieszkasz.
Więcej na newsowej stronie NQ.
Tylko mały cytat ze strony NQ:
Nie zachęcamy oczywiście do dzielenia się tym clipem na serwisach społecznościowych. Jeszcze Wasi znajomi pomyśleliby sobie, że jesteście jakimiś pojebami o podejrzanym guście, a tego przecież byśmy nie chcieli, prawda? Tak myślałem - trudno - niech to zostanie między nami.
Więcej na newsowej stronie NQ.
Tylko mały cytat ze strony NQ:
Nie zachęcamy oczywiście do dzielenia się tym clipem na serwisach społecznościowych. Jeszcze Wasi znajomi pomyśleliby sobie, że jesteście jakimiś pojebami o podejrzanym guście, a tego przecież byśmy nie chcieli, prawda? Tak myślałem - trudno - niech to zostanie między nami.
środa, 23 stycznia 2013
Bierz prawa i w nogi (*) czyli Klipon.pl [aktualizacja]
Różnych się widzi spryciarzy w
internecie, chcących żerować na cudzej pracy. Niektórzy podpinają
się pod szumne określenie Web 2.0, ale tak naprawdę wyciąganie
kontentu (przepraszam za marketingowy żargon) od użytkowników
istnieje istnieje w necie jeszcze od lat 90. Ostatnio trafiłem na
portal zwący się Klipon.pl, który przystosował tę praktykę, gdzieś
tak już do Web 3.5.
Idea jest generalnie niezła. Zespoły
wrzucają na Klipona swoje utwory, a domorośli tfu-rcy robią do
nich teledyski. Jedni i drudzy mają okazję na promocję swojej
pracy. Zespół dostaje klipa za frajer, a wideło-tfurca, pławi się
w chwale, obserwując rosnące kliknięcia i ma nadzieję na wielką
karierę.
I tu uwaga. Portal zaznacza, że
autorzy muzyki mogą teledyski bezpłatnie wykorzystać, poprzez
umieszczenie playera Klipon.pl na swojej stronie internetowej.
Kiepsko być uwiązanym do takiego
playera, no ale przecież chyba są inne opcje? YouTube, Vimeo...
Owszem. Możecie też "uzyskać
lub kupić licencję od Klipon.pl na użycie teledysku w swoich
materiałach promocyjnych".
Hmm, czyżby ktoś przypadkiem napisał
"od Klipon.pl" zamiast "od autora teledysku"?
Idziemy do regulaminu a tam...
"Twórcy teledysku, zamieszczający
teledysk na stronie Klipon.pl w ramach konkursu, jak
i poza nim zgadzają się na
przekazanie całości praw autorskich i majątkowych portalowi
Klipon.pl. Prawa te z chwilą umieszczenia teledysku, są
automatycznie przekazywane portalowi."
Pięknie. Całość praw autorskich i
majątkowych. Prawdopodobnie była tam jeszcze klauzula o oddaniu w
niewolę syna pierworodnego, ale być może ktoś uznał, że lepiej z tym poczekać aż się portal na dobre rozbuja.
Wykonawca muzyki szczęśliwie jest
mniej poszkodowany, ale i tak praktycznie traci kontrolę nad swoim
utworem w chwili gdy ktoś zrobi do niego jakikolwiek teledysk i
załaduje na portal.
Klipon ma chyba spore plany i
możliwości bo współpracują z... EMI, czyli jednym z tzw.
majorsów. Trzeba przyznać, że duże wytwórnie nadal solidnie
pracują na swój image bezwzględnych korporacji. Tak bardzo
przejmują się łamaniem praw autorskich, że najchętniej zabraliby
je artystom.
Chciałbym mieć nadzieję, że nikt,
kto był w stanie opanować sztukę tworzenia wideo na przyzwoitym
poziomie, nie jest tak głupi, żeby oddawać Kliponowi swoją pracę
za darmo. Niestety
wielu artystów naprawdę tnie tępą stroną noża i w pełni
zasługuje na opinię jaką najwyraźniej ma o nich Klipon / EMI.
Może część z nich była jednak na tyle przytomna, by wpisać
najpierw do wyszukiwarki "klipon opinie" i wyskoczył im
ten post. Napisałem to dla Was głąby! Tylko się nie przewróćcie
o własne nogi biegnąc mi dziękować!
(*) Dla tych, którzy nie są subtelnymi
intelektualistami: tytuł posta nawiązuje do filmu Woody Allena
"Bierz forsę i w nogi".
PS
PS
PS [update]. Z lenistwa pominąłem ten
wątek, ale post kolegi Mario z forum Kamera Akcja tudzież komentarz
pod postem zachęcił mnie do małego update'u. Ten regulamin jest po
prostu bezprawny. Dlaczego? Oto dwa cytaty dotyczące prawa
autorskiego, wzięte z artykułu adwokata Michała Mikołajczaka na Money.pl.
Z każdym utworem związane są dwa
rodzaje praw autorskich - osobiste i majątkowe. Pierwsze z nich
przysługują zawsze jego twórcy - nie podlegają zrzeczeniu się
ani zbyciu.
I w kwestii autorskich praw
majątkowych:
Umowa przenosząca omawiane prawa musi
zostać zawarta w formie pisemnej, w przeciwnym razie będzie ona
bowiem nieważna.
Tak więc załadowanie czegoś na
portal nie wystarczy żeby komuś przekazać prawa, obojętnie co
jest napisane w regulaminie. Koniec historii. Z powodów. o których
pisałem wcześniej, nadal jednak uważam, że ktoś się na tym może
przejechać. Mam nadzieję, że tym ktosiem będzie właściciel
Klipona.
czwartek, 20 grudnia 2012
Pastorapokalipsałka
Watykan 20.XII.2012
Palec Benedykta XVI nad przyciskiem
atomowym zawisł z niepewnością.
- No? Co znowu? - kardynał Delgado tym
razem już nie mógł ukryć irytacji. - Szefie, bywasz taką
pierdołą, że czasem mam ochotę wziąć ten pastorał i zlać cię
na gołe dupsko. Cholerni Niemcy i te ich historyczne kompleksy na
punkcie ludobójstwa!
Ojciec święty zdjął piuskę
ścierając z twarzy kropelki potu. - Scheise, czy to dziwne, że się
boję? A jeśli Majowie blefują? Jeśli jutro nic by się nie stało?
Delgado zacisnął pięści, aż
skrzypnął mu różaniec. - Ile starczych, pozbawionych przyjemności
lat ci jeszcze zostało, że nie chcesz ich zaryzykować dla glorii
Chrystusa? Tracimy siłę, jeszcze kilkadziesiąt lat i będzie po
Kościele katolickim, a tak przynajmniej mamy szansę odejść z
hukiem. Zobacz, oświadczenie dla prasy mam tutaj na laptopie. Jedno
kliknięcie i zdążą to jeszcze nadać, zanim pierwsze rakiety
uderzą w miasta. Tylko posłuchaj:
"W imieniu Jezusa Chrystusa
ogłaszamy koniec świata i życzymy przyjemnej podróży w zaświaty.
Z poważaniem Benedykt XVI
PS I co teraz niedowiarki?"
Delgado wciągnął powietrze do płuc.
- Czy widzisz ateistów? Jak popuszczają sraczkę, gdy biegają w
poszukiwaniu jakiegokolwiek krzyża? Ha, a tak walczyli, żeby je
zdejmować, frajerzy! Benek, nie bądź cipą. Nie mamy nic do
stracenia. Jezus zapowiedział powtórne przyjście i koniec świata
jeszcze za życia ludzi, którzy go pamiętają. To znaczy, że
spóźnia się jakieś dwa tysiące lat. Do kurwy nędzy, wiesz jak
my z tym wyglądamy? Tacy świadkowie Jehowy przesuwali już datę
apokalipsy pięć razy.
- Ja za tych małych chujków nie
odpowiadam - zaprotestował papież drapiąc się po karku
Pierścieniem Rybaka.
- Benny, Benny - nie widzisz całego
obrazu - lamentował Delgado. - Tyle lat w tajemnicy rozstawialiśmy
rakiety po kościołach na całym świecie. Igraliśmy z ogniem wożąc
pluton papamobilem podczas tych cholernych pielgrzymek... Tyle
przygotowań i co, teraz zaryzykujemy, że jakieś dzikusy wyprzedzą
nas z końcem świata? Choć na finiszu pokażmy, że nie byliśmy w
tym tylko dla pieniędzy.
- Aha! - Benedykt poderwał się z
tronu. W ułamku sekundy znalazł się przy kardynale, zaskoczonym i
bezradnym. Świst rozdarł powietrze. Prowadzony pewną ręką
pastorał zakończył lot na zębach Delgado. Mężczyzna runął na
posadzkę ciągnąc za sobą smugę krwi.
- Głupcze - wiem kim jesteś! -
wykrzyknął papież. - Koniec świata wam się zamarzył, co? Moimi
rękami, co? Scheise! Niedoczekanie! Maya schwein!
- Ale jak?
- Ciało Delgado przypadkowo znaleziono
już miesiąc temu, w żołądku grubej tajskiej prostytutki. Och,
doskonale go podrobiłeś, muszę to przyznać... Ja, richtig,
fizycznie zgadzacie się co do pieprzyka na pośladku, psychicznie
jednak czegoś zabrało.
- Ja też jestem Delgado. Kardynał był
moim bratem bliźniakiem, a dla dobra tej akcji musiałem go zabić -
zwiesił głowę agent Majów.
- Imponujące, sehr gut. Szkoda, że
wybrałeś złą stronę. Tak czy siak, koniec świata poczeka. Bo
dziś mein freund... - papież złowieszczo zawiesił głos
przygniatając pastorałem krocze mężczyzny. - Wyśpiewasz mi gdzie
jest złoto Majów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











