wtorek, 30 października 2012
wtorek, 23 października 2012
Postapokalipsa na słodko
Oto pierwszy od czasów rewitalizacji
bloga Dehumanizer wpis eksploracyjny. Skromny, ale cóż zrobić -
dwa lata bez solidnej wyprawy i człowiek czuje zastrzyk adrenaliny
na widok opuszczonej budy z hamburgerami. Całe szczęście, obiekt
okazał się ciekawszy niż początkowo myślałem.
środa, 10 października 2012
Skorupka, która nasiąkła mordem [opowiadanie]
Poniższe
opowiadanie mojego autorstwa ukazało się pierwotnie w serwisie
Niedobre Literki - Polskie Centrum Bizarro.
Ilustracja - portret El Pollo
Diablo z gry The Curse of Monkey Island.środa, 19 września 2012
Święta vs Świnia
Nowy teledysk mojego
autorstwa do kawałka Devina Townsenda "Lucky Animals" (nieoficjalny oczywiście)
i
zarazem kolejna część cyklu świętofaustynowego.
środa, 25 lipca 2012
Hiperhagiografia św. Faustyny
Teaser (m.in. gry "Przygody św. Faustyny") oraz dokument prezentujący kilka nowoodkrytych faktów z życia św. Faustyny. Zalecam bezpośrednie otwarcie w YouTube w większym oknie.
czwartek, 21 czerwca 2012
Pokój z widokiem na wieko trumny
W aktualnym numerze internetowego
miesięcznika Grabarz Polski (tym razem w całości jest poświęcony
nurtowi bizarro) znajdziecie wywiad ze mną.
Jestem w dobrym towarzystwie, bo obok zeznają m.in. Carlton Mellick
III (autor takich opowieści jak „The Baby Jesus Butt Plug: A
Fairytale” i „The Haunted Vagina”) oraz Łukasz Orbitowski.
Ponadto znajdziecie tam mały konkurs literacki związany z zespołem,
w którym można wygrać pendrive Nihil Quest.
KONKURS
Redakcja Grabarza Polskiego wraz z
zespołem Nihil Quest ogłasza konkurs na
bizarro shorta z głównym motywem
zakonnicy (do 4000 znaków wraz ze spacjami).
Za inspirację może (choć nie musi)
posłużyć filmik promocyjny grupy (do obejrzenia
pod adresem
http://www.youtube.com/watch?v=1Twg21daEgs). Najlepszy tekst
zostanie opublikowany w powakacyjnym
wydaniu Grabarza Polskiego, a jego autor
otrzyma nagrodę w postaci narządu -
pendrive’a z debiutancką płytą Nihil Quest.
W przypadku wpłynięcia większej
ilości genialnych prac, pula nagród może zostać
zwiększona o następne narządy, i /
lub płyty NQ.
Prace należy nadsyłać na adres
konkurs@grabarz.net w terminie do 31.08.2012
roku. Zwycięzca/cy o swym sukcesie
zostanie/ną poinformowani drogą mailową.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Jak zostałem klasykiem
Dziś informacyjnie, bo nazbierało się
trochę rzeczy, ale zacznijmy od anegdoty...
Pod koniec lat 90., mój kumpel z
czasów licealnych, znany szerszej publiczności jako Max,
wokalista heavymetalowej grupy
Chainsaw, miał na maturze napisać wypracowanie o swoich lekturach.
Ponieważ - ujmując to delikatnie - nie czytał wiele, a inne tematy
wydawały się jeszcze gorsze (wymagały konkretnej wiedzy z języka
polskiego), to postanowił napisać o dziełach mojej skromnej -
nieśmiało próbującej sił w literaturze - osoby. Z racji braku
upowszechnienia internetu, wczesne opowiadania przynosiłem znajomym
w szkole i kilka z nich zapadło Maksowi w głowę. Co dokładnie
napisał, wie tylko on i polonistka, niewykluczone jednak, że był
to pierwszy w tej szkole przypadek poruszenia tematu nekrofilii na
egzaminie dojrzałości. Tak to Max w prawdziwie heavymetalowym stylu
zdał maturę, a ja poniekąd zostałem klasykiem.
Ta uczucie wróciło do mnie gdy
dostałem z Niedobrych Literek prośbę o wykorzystanie materiałów
z Dehumanizera. Niedobre Literki to serwis poświęcony nurtowi
literackiemu (i nie tylko) bizarro, którego - jak się okazuje - od
lat byłem nieświadomym uczestnikiem. Absolutnie nie spodziewałem
się, że ta prośba zakończy się tak bogatym i onieśmielająco
pochlebnym opisem mojej pozamuzycznej tfu-rczości. Tak więc, pod
tym oto linkiem leży „The Best of Dehumanizer” w wykonaniu
Niedobrych Literek, za które bardzo dziękuję redakcji i autorowi
posta.
Druga część dzisiejszego remanentu
także łączy się z Niedobrymi Literkami. Zacznijmy od tego, że
moja grupa Nihil Quest wydała płytę „1.1 Splendid Isolation”
na pendrivie - w kształcie palucha odciętego i niedojedzonego przez
Armina Meiwesa, któremu poświęciliśmy utwór i teledysk pt (Also Sprach) Franky. Po więcej informacji odsyłam na stronę NQ, tudzież
poświęconą temu wydarzeniu stronę w serwisie Viinyl. Przede
wszystkim jednak zachęcam do obejrzenia poniższego filmiku
promocyjnego:
Wkrótce po wypuszczeniu tego dzieła
na niczego-nie-spodziewający się świat, to mnie spotkała spora
niespodzianka. Bartek Orlewski współpracujący z Niedobrymi
Literkami napisał opowiadanie pt. „Nihil Quest”. Tak, właśnie
„Nihil Quest”. Można je znaleźć w poście pt. „Inwazja heavymetalowych paluchów!!!”.
Że zacytuję samego siebie ze strony
grupy: „Tym samym mój monopol na prozę związaną z NQ został
złamany, a zespół płynnie przekroczył granicę między graniem
muzyki, a byciem muzą.”
To jeszcze nie koniec
literacko-muzyczno-bizzarowego mariażu. Dalszy ciąg, jeszcze w tym
miesiącu, dopisze redakcja świetnego pisma internetowego Grabarz Polski, ale o
tym później, a może i nawet wręcz za późno...
środa, 18 kwietnia 2012
Komfortowe odrętwienie [opowiadanie]
Od samego początku musiał mieć do mnie uraz. Przyznaję, że wybrałem go w sposób, który mógł urągać godności. Tego dnia został wyeksponowany na stoisku z promocjami, a ja miałem inne rzeczy do roboty, niż przebieranie w takim asortymencie. Był, więc wziąłem.
Jego kolor wydawał mi się nazbyt optymistyczny jak na moje przyzwyczajenia. Przypominał nieskazitelne, letnie niebo. Perwersyjne skojarzenie, zważywszy na to, że w mojej kawalerce nigdy nie odsłaniałem okien. Uważałem, że światło słoneczne nadmiernie eksponuje pewne niedostatki w higienie otoczenia, a to mnie rozpraszało, odciągało od pracy. Pewnie biedak myślał, że trafi do lepszego domu.
Śmietnik zamieszkał w jedynym skrawku wolnego miejsca, czyli między komputerem a łóżkiem - dwiema podstawami egzystencji. Tam przyjmował resztki moich zachcianek i musiałem przyznać, że robił to dobrze - jego pojemność wręcz zadziwiała. Trafiały do niego pety, resztki żywności, chusteczki - te ze smarkami - i te pozostałe po oglądaniu świńskich filmów, nieudana poezja, wreszcie rewolucyjne manifesty na małych, żółtych karteczkach. W sumie zostawiałem w nim kawał siebie. Niezależnie od tego, musiał słuchać mojego cichego wycia do Księżyca, a ten oglądałem już tylko na windowsowej tapecie.
Pracowałem w lokalnej gazecie, pisząc recenzje dziur drogowych. Czasami jako dziennikarz śledczy, tropiłem zmiany w rozkładzie jazdy autobusów, lecz już od dawna nie podnosiło mi to ciśnienia. Mając internet i lata doświadczeń, nie musiałem nawet wychodzić w teren, teksty do redakcji też wysyłałem z domu. Zawsze wiedziałem, a przynajmniej zawsze liczyłem, że wszystko to jest tymczasowe, lecz tak naprawdę od lat zmieniał się jedynie rozmiar mojego brzucha, liczba dioptrii w okularach i stopień zapylenia kawalerki.
Pewnego dnia, wrzuciłem mu skórkę od banana. Nie zapomnę chwili, gdy z tamtego miejsca słaby głos o plastikowej barwie mruknął coś niezrozumiałego. Zaskoczony, dorzuciłem torebkę od herbaty i niedojedzony obwarzanek. Przyjął wszystko z wdzięcznością, a potem umilkł, jakby jego samego zaskoczyła ta śmiałość.
Chciałem jakoś zagaić, ale już więcej się nie odezwał. Siedziałem więc dalej w ciszy lub otoczony własnymi pojękiwaniami, trochę jednak wdzięczny za towarzystwo, nawet jeśli milczące lub ograniczające się do subtelnych bulgotów.
Jakiś czas później, obudziwszy się w nocy, odkryłem, że nie traci czasu. Śmiało unosił do góry klapę, prężył pedał, wydymał boczki. Ewidentnie ćwiczył formę... tylko do czego? W każdym razie nic dziwnego, że później nad ranem pochłaniał wszystko z dodatkowym apetytem.
Intrygowało mnie to odrobinę, lecz nie widziałem powodu by interweniować. W końcu nadal nie przejawiał żadnej inteligencji. Obawiałem się, że jakieś drastyczne akcje zmusiłyby mnie do szukania jego następcy, czego chciałem uniknąć. Wychodzenie z domu zdawało mi się coraz obrzydliwsze. - Jak dostanę lepszą robotę, to zostawię go razem z tą cholerną kawalerką - myślałem sobie.
Pewnego razu, usłyszałem w nocy podejrzane szepty. Brzmiało jak spiskowanie. Ten plastikowy głos poznałbym wszędzie, ale z kim on rozmawiał? Zignorowałem to, kładąc na karb rozbudzonej snem wyobraźni. Przecież nie miał tu sojuszników, bo niby kogo? Lampę? Nie sądzę. Takie oświecenie nie przeszłoby bez oczywistego zwrócenia uwagi.
Prawie zapomniałem o całej sprawie, gdy wreszcie kiedyś rano otworzyłem oczy i poczułem ogromny dyskomfort, taki jak nigdy w życiu. Potoczyłem wzrokiem - nic dziwnego - znajdowałem się w wyjątkowo niewygodnej pozycji - wkomponowany między łóżko a komputer.
- Cóż to ma znaczyć! - zagrzmiałem, lecz jakoś w pokoju rozległo się tylko żałosne łkanie.
Rzucił mi skórkę od banana. Tak, siedział na moim miejscu. Dumny, bezczelny, pełen nieuzasadnionych nadziei na przyszłość. Z trudem skupiłem myśli... Przez lata, wiele z tego co wyrzucałem z siebie, lądowało w nim. Czyżby wreszcie więcej mnie, znalazło się w nim, niż we mnie samym już pozostało? Niemożliwe!
- Damy radę... - powiedział ktoś nagle.
Zdębiałem. Kosz w komputerze... Więc to on był tym drugim spiskowcem i z pewnością mózgiem operacji. Tam to dopiero lądowało! Zrozumiałem, że mój los jest przesądzony, zamiast goryczy poczułem jednak, jak dotychczasowy dyskomfort, zmienia się w komfortowe odrętwienie.
Ginąca we mnie z sekundy na sekundę świadomość, zdążyła jeszcze pojąć błąd tej rewolucji.
Cóż oni mieli robić? Robili to mogli... Pisali właśnie dla redakcji recenzję dziury na ul. Smukalskiej.
- Damy radę, to przecież tylko tymczasowo - powiedział mózg w komputerze. Ten drugi odburknął przymilnie.
Poruszałem ustami, lecz już nikt nie słyszał co mówię. Ostatecznie zwolniony od myślenia i decydowania o czymkolwiek, z ulgą zamknąłem klapę.
sobota, 14 kwietnia 2012
Apokry-fun
Polecam poniższe opowiadanie Troczki w klimacie alternatywnej opowieści biblijnej. Jest świetne i to mimo, że sam przy nim trochę pomagałem.
Pani i panowie, oto: Pokalane niepoczęcie
Pani i panowie, oto: Pokalane niepoczęcie
poniedziałek, 13 lutego 2012
sobota, 11 lutego 2012
Ian przekazuje ciało nauce
Dziś informacja na dowolny temat wydaje się czymś oczywistym. Nie wiemy, to siadamy do komputera i sprawdzimy w necie. Ludzie starej daty (mnie w to wliczając), pamiętają jeszcze ten głód, kiedy po prostu nie było skąd dowiedzieć się niektórych rzeczy. W latach 90. zamiast internetu mieliśmy więc kilkugodzinny blok programów na TVP1, czyli Telewizję Edukacyjną. Nazwę tę wzięto bodajże od tego, że w trakcie jej nadawania, wszyscy potencjalni widzowie i tak siedzieli w szkole. Programy, często wygrzebywane z przepastnych archiwów telewizji bratnich krajów do-niedawna-socjalistycznych, miały czasem swój psychodeliczny urok, ale generalnie były bezużyteczne dla młodego człowieka. Dość powiedzieć, że nikt nigdy się stamtąd nie dowiedział, jak wygląda podwójna penetracja. Bezużyteczne, mówię wam.
Ach prawda, była jeszcze szkoła... Pod względem informacyjnym, jej użyteczność kształtowała się podobnie jak Telewizji Edukacyjnej. Też serwowano tam przekaz archaiczny, jednostronny i nużący. Główną różnicą było to, że aby pójść na siku, trzeba było za każdym razem czekać 45 minut. Pffff... Dobrze mieć to za sobą.
Wracając do tematu - mimo, że siedzę w Internecie dobrze od ponad dekady, jakoś jeszcze wciąż nie biorę obecności informacji za pewnik. Zdezorientowany mózg, przystosowany przez pierwsze lata działalności do ciężkich warunków, wykarmiony na chudej diecie szkoły i Telewizji Edukacyjnej, zestawia obecną dostępność do informacji z niegdysiejszą pernamentną niedostępnością i popada w zachwyt.
Oto więc jeden z moich zachwytów nad tym, co kiedyś było niedostępne. Piękny przykład edukacji w czystej postaci - sekcja zwłok młodej kobiety. Można ją znaleźć na YouTube (załączam poniżej, materiał jest dla dorosłych, stąd wymagane konto z datą), tudzież innych miejscach.
Część 2
O ile dobrze zrozumiałem co tam mówią, kobieta zmarła przypuszczalnie z powodu przedawkowania leków antydepresyjnych (względnie jakichś narkotyków). W parę minut, lekarze rozkładają na części pierwsze całkiem atrakcyjne ciałko. Wyjmują jej implant z piersi, oglądają macicę, kroją na części mózg i jajniki (te poddają się skalpelowi pryskając dookoła płynem). Przy tym wszystkim wcale nie zachowują śmiertelnej powagi.
Aspekt edukacyjny polega tu nie tylko na oglądaniu ciała od środka. Bardziej filozoficznie do tego podchodząc, filmik może posłużyć złapaniu dystansu do życia. Tak pięknie tam widać, że jesteśmy tylko workiem wypełnionym krwią i mięchem.
Żeby być sprawiedliwym, dziś takie rzeczy można zobaczyć też w telewizji, choć raczej nie polskiej. W edukacyjnym show „Autopsy” z brytyjskiego Channel 4, słynny Gunther von Hagens (to ten pan od plastynacji i wystaw ze zwłokami) robi sekcje przy udziale publiczności. Wyjmuje kości, kroi zamrożone ciało na plasterki itp. Jeszcze wtrącę, że jakby tego nie było dosyć, to niektóre części ciała i sposoby na udzielanie pierwszej pomocy, pokazują na żywych, całkowicie nagich modelach.
Ja oczywiście uważam, że takich materiałów powinno być więcej, w tym i w naszym języku. Stąd też z całą powagą deklaruję, że po zgonie, niezależnie od jego przyczyny, przeznaczam moje ciało na potrzeby bydgoskiego Collegium Medicum UMK. Warunkiem przekazania zwłok jest jednak sfilmowanie sekcji oraz umieszczenie jej w internecie bez żadnej cenzury. Musi trafić na moje profile w serwisach wideo (YouTube, Vimeo etc.) obok filmów i teledysków, które realizowałem. Naga modelka podczas sekcji mile widziana, choć niekonieczna.
A zatem, do zobaczenia (mnie).
PS
Na moją sekcję zwłok trzeba jeszcze chwilę poczekać, ale już w poniedziałek 13 lutego, będzie można zobaczyć nowy teledysk Nihil Quest (do Chemical Saviour). Szukajcie go tutaj i na stronie NQ.
niedziela, 18 grudnia 2011
Wirtualne badanie psychologiczne
Oto jest, ekranizacja mojego hitu „Test piramidy Masłowa”, oczekiwana przez nieświadome miliony. Miał w niej zagrać Sean Connery, ale akurat dostał chrypki.
niedziela, 11 grudnia 2011
Iana przegląd artykułów metalowych 2011
Poniżej znajdziecie najciekawsze płyty z okolic metalu i hard rocka z roku 2011. Nie starałem się uwzględnić wszystkiego, a zwłaszcza rzeczy, które leżą poza moimi głównymi zainteresowaniami (czyli nie ma np. death metalu, choć nowego Vadera trochę w tym roku słuchałem) i nie czuję się w nich aż tak kompetentny. Dołączyłem też parę słów o teledyskach bo od kiedy zacząłem je kręcić, przykładam do nich większą wagę. Jeśli ktoś odkryje dzięki tej ściągawce coś nowego i ciekawego to proszę o komentarz.
sobota, 26 listopada 2011
Jak odkryć zdradę w związku. Newsweek vs Biblia
Wpadł mi w ręce Newsweek sprzed tygodnia, gdzie tematem okładkowym zrobiono zdradę partnera. Redakcja pochyla się głównie nad metodami wykrywania tejże w dobie dostępu do technologii, którą kiedyś oglądaliśmy tylko na filmach z Bondem. Cały tekst można znaleźć tutaj. Jest w nim mowa m.in. o GPSach, kamerach, keyloggerach, zgadywaniu hasła do komputera (dobrze zacząć od "dupa"). Największą ciekawostką jest przedstawiona jako hit substancja, zabarwiająca bieliznę kobiety, która odbyła stosunek seksualny. Wykrywa ona białko z którego zbudowane są plemniki, tak więc można chyba powiedzieć, że jest to produkt dla mężczyzn zdradzanych przez tradycjonalistki.
Dziwnym się może jednak wydać, że redakcja Newsweeka nie sięga do sposobu wykrywania niewierności, który podaje Biblia. Było nie było, jest to księga święta, zdaniem wierzących i kapłanów nieomylna, a do kościoła każdy ma przecież niedaleko, czy chce czy nie. Nawet jeśli przyjmiemy że skorzystać z tej metody mogą tylko chrześcijanie i żydzi, to przecież jest to przecież ponad 95 proc. społeczeństwa. Zamiast więc się więc dręczyć domysłami, wydawać niepotrzebnie kasę na szpiegowanie, co nam szkodzi uderzyć do księdza dobrodzieja z prośbą o mały, naprawdę prosty, opisany w Piśmie Świętym rytuał. Jak widać na przyzwoitą informację w skażonym liberalnym światopoglądem Newsweeku człowiek nie może liczyć, ale to od tego jest przecież m.in. blog Dehumanizer, żeby uświadamiać.
Poniższy sposób jest co prawda przeznaczony dla mężczyzn posądzających żony, ale coś mi mówi, że zarówno w przypadku związków nieformalnych, jak i sytuacji gdy to kobieta podejrzewa mężczyznę, skuteczność rytuału jest równie wysoka. Znaleźć go można w Starym Testamencie w Księdze Liczb, zwanej też 4 Księgą Mojżeszową - rozdział 5, wersety od 11 do 31. Przepis jest gwarantowany, albowiem podyktował go Mojżeszowi sam Pan (stwórca wszechświata - przyp. red.). Zamieszczam go poniżej w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, skracając o kilka nieistotnych, przeważnie powtarzających się detali. Ponieważ ze względu na wartość rozrywkową, niektórzy mogliby mnie posądzić, że sam to napisałem, tutaj jest link do całości.
Rzekł znowu Pan do Mojżesza: Gdy mąż ma żonę rozpustną i ta go zdradzi przez to, że inny mężczyzna z nią obcuje cieleśnie wylewając nasienie, a nie spostrzegł tego jej mąż, i dopuściła się nieczystości w ukryciu. (...) lub będzie ją posądzał, choć się nie splamiła.
Wówczas winien mąż przyprowadzić żonę do kapłana i przynieść jako dar ofiarny za nią dziesiątą część efy mąki jęczmiennej.(...) Wówczas rozkaże kapłan zbliżyć się kobiecie i stawi ją przed Panem. Następnie naleje wody świętej do naczynia glinianego, weźmie nieco pyłu znajdującego się na podłodze przybytku i rzuci go do wody. Teraz postawi kapłan kobietę przed Panem, odkryje jej włosy i położy na jej ręce ofiarę wyjawienia, czyli posądzenia; wodę zaś gorzką, niosącą klątwę, kapłan będzie trzymał w swym ręku. Wtedy zaprzysięgnie kobietę i powie do niej: Jeśli rzeczywiście żaden inny mężczyzna z tobą nie obcował i jeśliś się z innym nie splamiła nieczystością względem swego męża, wówczas woda goryczy i przekleństwa nie przyniesie ci szkody. Jeśli jednak byłaś niewierna swemu mężowi (...) wówczas przeklnie kapłan kobietę (...) i powie do niej: Niechże cię Pan uczyni poprzysiężonym przekleństwem pośród ludu twego, niech zwiotczeją twoje biodra, a łono niech spuchnie. (...)
Teraz wypisze kapłan na zwoju słowa przekleństwa, a następnie zmyje je wodą goryczy. Wreszcie da wypić kobiecie wodę gorzką, niosącą klątwę (...). Następnie weźmie kapłan ofiarę posądzenia, wykona gest kołysania przed Panem i złoży na ołtarzu. Teraz da kobiecie do picia wodę przeklętą: jeśli naprawdę stała się nieczystą i swojemu mężowi niewierną, woda wniknie w nią, sprawiając gorzki ból. Łono jej spuchnie, a biodra zwiotczeją, i będzie owa kobieta przedmiotem przekleństwa pośród swego narodu. Jeśli jednak ta kobieta nie stała się nieczystą, lecz przeciwnie - jest czysta - pozostanie bez szkody i znów będzie rodzić dzieci.
I tyle... Niech sobie teraz wierzący odpowiedzą na pytanie w czyje metody bardziej wierzą.
piątek, 11 listopada 2011
Nihil Quest na wolności
Pisanie zajawek, maili, informacji prasowych i inne etcetery w niezliczonych odsłonach, ale o tym samym jest naprawdę męczące, tak więc krótko: płyta NQ wyszła. Więcej na stronie Nihil Quest tudzież facebookowej wizytówce NQ. Posłuchać płyty można także na pasku z prawej strony bloga.
Tracklista:
01. Man Made Hell
02. 710
03. Equal
04. Splendid Isolation
05. Mental Slave
06. Choose Life (In Misery)
07. Dead Girls
08. (Also Sprach) Franky (japanese bonus track)
09. Holy Nailhead (european bonus track)
10. Chemical Saviour (dance remix)
11. The Last Message
Tracklista:
01. Man Made Hell
02. 710
03. Equal
04. Splendid Isolation
05. Mental Slave
06. Choose Life (In Misery)
07. Dead Girls
08. (Also Sprach) Franky (japanese bonus track)
09. Holy Nailhead (european bonus track)
10. Chemical Saviour (dance remix)
11. The Last Message
Subskrybuj:
Posty (Atom)




