środa, 25 lipca 2012
Hiperhagiografia św. Faustyny
Teaser (m.in. gry "Przygody św. Faustyny") oraz dokument prezentujący kilka nowoodkrytych faktów z życia św. Faustyny. Zalecam bezpośrednie otwarcie w YouTube w większym oknie.
czwartek, 21 czerwca 2012
Pokój z widokiem na wieko trumny
W aktualnym numerze internetowego
miesięcznika Grabarz Polski (tym razem w całości jest poświęcony
nurtowi bizarro) znajdziecie wywiad ze mną.
Jestem w dobrym towarzystwie, bo obok zeznają m.in. Carlton Mellick
III (autor takich opowieści jak „The Baby Jesus Butt Plug: A
Fairytale” i „The Haunted Vagina”) oraz Łukasz Orbitowski.
Ponadto znajdziecie tam mały konkurs literacki związany z zespołem,
w którym można wygrać pendrive Nihil Quest.
KONKURS
Redakcja Grabarza Polskiego wraz z
zespołem Nihil Quest ogłasza konkurs na
bizarro shorta z głównym motywem
zakonnicy (do 4000 znaków wraz ze spacjami).
Za inspirację może (choć nie musi)
posłużyć filmik promocyjny grupy (do obejrzenia
pod adresem
http://www.youtube.com/watch?v=1Twg21daEgs). Najlepszy tekst
zostanie opublikowany w powakacyjnym
wydaniu Grabarza Polskiego, a jego autor
otrzyma nagrodę w postaci narządu -
pendrive’a z debiutancką płytą Nihil Quest.
W przypadku wpłynięcia większej
ilości genialnych prac, pula nagród może zostać
zwiększona o następne narządy, i /
lub płyty NQ.
Prace należy nadsyłać na adres
konkurs@grabarz.net w terminie do 31.08.2012
roku. Zwycięzca/cy o swym sukcesie
zostanie/ną poinformowani drogą mailową.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Jak zostałem klasykiem
Dziś informacyjnie, bo nazbierało się
trochę rzeczy, ale zacznijmy od anegdoty...
Pod koniec lat 90., mój kumpel z
czasów licealnych, znany szerszej publiczności jako Max,
wokalista heavymetalowej grupy
Chainsaw, miał na maturze napisać wypracowanie o swoich lekturach.
Ponieważ - ujmując to delikatnie - nie czytał wiele, a inne tematy
wydawały się jeszcze gorsze (wymagały konkretnej wiedzy z języka
polskiego), to postanowił napisać o dziełach mojej skromnej -
nieśmiało próbującej sił w literaturze - osoby. Z racji braku
upowszechnienia internetu, wczesne opowiadania przynosiłem znajomym
w szkole i kilka z nich zapadło Maksowi w głowę. Co dokładnie
napisał, wie tylko on i polonistka, niewykluczone jednak, że był
to pierwszy w tej szkole przypadek poruszenia tematu nekrofilii na
egzaminie dojrzałości. Tak to Max w prawdziwie heavymetalowym stylu
zdał maturę, a ja poniekąd zostałem klasykiem.
Ta uczucie wróciło do mnie gdy
dostałem z Niedobrych Literek prośbę o wykorzystanie materiałów
z Dehumanizera. Niedobre Literki to serwis poświęcony nurtowi
literackiemu (i nie tylko) bizarro, którego - jak się okazuje - od
lat byłem nieświadomym uczestnikiem. Absolutnie nie spodziewałem
się, że ta prośba zakończy się tak bogatym i onieśmielająco
pochlebnym opisem mojej pozamuzycznej tfu-rczości. Tak więc, pod
tym oto linkiem leży „The Best of Dehumanizer” w wykonaniu
Niedobrych Literek, za które bardzo dziękuję redakcji i autorowi
posta.
Druga część dzisiejszego remanentu
także łączy się z Niedobrymi Literkami. Zacznijmy od tego, że
moja grupa Nihil Quest wydała płytę „1.1 Splendid Isolation”
na pendrivie - w kształcie palucha odciętego i niedojedzonego przez
Armina Meiwesa, któremu poświęciliśmy utwór i teledysk pt (Also Sprach) Franky. Po więcej informacji odsyłam na stronę NQ, tudzież
poświęconą temu wydarzeniu stronę w serwisie Viinyl. Przede
wszystkim jednak zachęcam do obejrzenia poniższego filmiku
promocyjnego:
Wkrótce po wypuszczeniu tego dzieła
na niczego-nie-spodziewający się świat, to mnie spotkała spora
niespodzianka. Bartek Orlewski współpracujący z Niedobrymi
Literkami napisał opowiadanie pt. „Nihil Quest”. Tak, właśnie
„Nihil Quest”. Można je znaleźć w poście pt. „Inwazja heavymetalowych paluchów!!!”.
Że zacytuję samego siebie ze strony
grupy: „Tym samym mój monopol na prozę związaną z NQ został
złamany, a zespół płynnie przekroczył granicę między graniem
muzyki, a byciem muzą.”
To jeszcze nie koniec
literacko-muzyczno-bizzarowego mariażu. Dalszy ciąg, jeszcze w tym
miesiącu, dopisze redakcja świetnego pisma internetowego Grabarz Polski, ale o
tym później, a może i nawet wręcz za późno...
środa, 18 kwietnia 2012
Komfortowe odrętwienie [opowiadanie]
Od samego początku musiał mieć do mnie uraz. Przyznaję, że wybrałem go w sposób, który mógł urągać godności. Tego dnia został wyeksponowany na stoisku z promocjami, a ja miałem inne rzeczy do roboty, niż przebieranie w takim asortymencie. Był, więc wziąłem.
Jego kolor wydawał mi się nazbyt optymistyczny jak na moje przyzwyczajenia. Przypominał nieskazitelne, letnie niebo. Perwersyjne skojarzenie, zważywszy na to, że w mojej kawalerce nigdy nie odsłaniałem okien. Uważałem, że światło słoneczne nadmiernie eksponuje pewne niedostatki w higienie otoczenia, a to mnie rozpraszało, odciągało od pracy. Pewnie biedak myślał, że trafi do lepszego domu.
Śmietnik zamieszkał w jedynym skrawku wolnego miejsca, czyli między komputerem a łóżkiem - dwiema podstawami egzystencji. Tam przyjmował resztki moich zachcianek i musiałem przyznać, że robił to dobrze - jego pojemność wręcz zadziwiała. Trafiały do niego pety, resztki żywności, chusteczki - te ze smarkami - i te pozostałe po oglądaniu świńskich filmów, nieudana poezja, wreszcie rewolucyjne manifesty na małych, żółtych karteczkach. W sumie zostawiałem w nim kawał siebie. Niezależnie od tego, musiał słuchać mojego cichego wycia do Księżyca, a ten oglądałem już tylko na windowsowej tapecie.
Pracowałem w lokalnej gazecie, pisząc recenzje dziur drogowych. Czasami jako dziennikarz śledczy, tropiłem zmiany w rozkładzie jazdy autobusów, lecz już od dawna nie podnosiło mi to ciśnienia. Mając internet i lata doświadczeń, nie musiałem nawet wychodzić w teren, teksty do redakcji też wysyłałem z domu. Zawsze wiedziałem, a przynajmniej zawsze liczyłem, że wszystko to jest tymczasowe, lecz tak naprawdę od lat zmieniał się jedynie rozmiar mojego brzucha, liczba dioptrii w okularach i stopień zapylenia kawalerki.
Pewnego dnia, wrzuciłem mu skórkę od banana. Nie zapomnę chwili, gdy z tamtego miejsca słaby głos o plastikowej barwie mruknął coś niezrozumiałego. Zaskoczony, dorzuciłem torebkę od herbaty i niedojedzony obwarzanek. Przyjął wszystko z wdzięcznością, a potem umilkł, jakby jego samego zaskoczyła ta śmiałość.
Chciałem jakoś zagaić, ale już więcej się nie odezwał. Siedziałem więc dalej w ciszy lub otoczony własnymi pojękiwaniami, trochę jednak wdzięczny za towarzystwo, nawet jeśli milczące lub ograniczające się do subtelnych bulgotów.
Jakiś czas później, obudziwszy się w nocy, odkryłem, że nie traci czasu. Śmiało unosił do góry klapę, prężył pedał, wydymał boczki. Ewidentnie ćwiczył formę... tylko do czego? W każdym razie nic dziwnego, że później nad ranem pochłaniał wszystko z dodatkowym apetytem.
Intrygowało mnie to odrobinę, lecz nie widziałem powodu by interweniować. W końcu nadal nie przejawiał żadnej inteligencji. Obawiałem się, że jakieś drastyczne akcje zmusiłyby mnie do szukania jego następcy, czego chciałem uniknąć. Wychodzenie z domu zdawało mi się coraz obrzydliwsze. - Jak dostanę lepszą robotę, to zostawię go razem z tą cholerną kawalerką - myślałem sobie.
Pewnego razu, usłyszałem w nocy podejrzane szepty. Brzmiało jak spiskowanie. Ten plastikowy głos poznałbym wszędzie, ale z kim on rozmawiał? Zignorowałem to, kładąc na karb rozbudzonej snem wyobraźni. Przecież nie miał tu sojuszników, bo niby kogo? Lampę? Nie sądzę. Takie oświecenie nie przeszłoby bez oczywistego zwrócenia uwagi.
Prawie zapomniałem o całej sprawie, gdy wreszcie kiedyś rano otworzyłem oczy i poczułem ogromny dyskomfort, taki jak nigdy w życiu. Potoczyłem wzrokiem - nic dziwnego - znajdowałem się w wyjątkowo niewygodnej pozycji - wkomponowany między łóżko a komputer.
- Cóż to ma znaczyć! - zagrzmiałem, lecz jakoś w pokoju rozległo się tylko żałosne łkanie.
Rzucił mi skórkę od banana. Tak, siedział na moim miejscu. Dumny, bezczelny, pełen nieuzasadnionych nadziei na przyszłość. Z trudem skupiłem myśli... Przez lata, wiele z tego co wyrzucałem z siebie, lądowało w nim. Czyżby wreszcie więcej mnie, znalazło się w nim, niż we mnie samym już pozostało? Niemożliwe!
- Damy radę... - powiedział ktoś nagle.
Zdębiałem. Kosz w komputerze... Więc to on był tym drugim spiskowcem i z pewnością mózgiem operacji. Tam to dopiero lądowało! Zrozumiałem, że mój los jest przesądzony, zamiast goryczy poczułem jednak, jak dotychczasowy dyskomfort, zmienia się w komfortowe odrętwienie.
Ginąca we mnie z sekundy na sekundę świadomość, zdążyła jeszcze pojąć błąd tej rewolucji.
Cóż oni mieli robić? Robili to mogli... Pisali właśnie dla redakcji recenzję dziury na ul. Smukalskiej.
- Damy radę, to przecież tylko tymczasowo - powiedział mózg w komputerze. Ten drugi odburknął przymilnie.
Poruszałem ustami, lecz już nikt nie słyszał co mówię. Ostatecznie zwolniony od myślenia i decydowania o czymkolwiek, z ulgą zamknąłem klapę.
sobota, 14 kwietnia 2012
Apokry-fun
Polecam poniższe opowiadanie Troczki w klimacie alternatywnej opowieści biblijnej. Jest świetne i to mimo, że sam przy nim trochę pomagałem.
Pani i panowie, oto: Pokalane niepoczęcie
Pani i panowie, oto: Pokalane niepoczęcie
poniedziałek, 13 lutego 2012
sobota, 11 lutego 2012
Ian przekazuje ciało nauce
Dziś informacja na dowolny temat wydaje się czymś oczywistym. Nie wiemy, to siadamy do komputera i sprawdzimy w necie. Ludzie starej daty (mnie w to wliczając), pamiętają jeszcze ten głód, kiedy po prostu nie było skąd dowiedzieć się niektórych rzeczy. W latach 90. zamiast internetu mieliśmy więc kilkugodzinny blok programów na TVP1, czyli Telewizję Edukacyjną. Nazwę tę wzięto bodajże od tego, że w trakcie jej nadawania, wszyscy potencjalni widzowie i tak siedzieli w szkole. Programy, często wygrzebywane z przepastnych archiwów telewizji bratnich krajów do-niedawna-socjalistycznych, miały czasem swój psychodeliczny urok, ale generalnie były bezużyteczne dla młodego człowieka. Dość powiedzieć, że nikt nigdy się stamtąd nie dowiedział, jak wygląda podwójna penetracja. Bezużyteczne, mówię wam.
Ach prawda, była jeszcze szkoła... Pod względem informacyjnym, jej użyteczność kształtowała się podobnie jak Telewizji Edukacyjnej. Też serwowano tam przekaz archaiczny, jednostronny i nużący. Główną różnicą było to, że aby pójść na siku, trzeba było za każdym razem czekać 45 minut. Pffff... Dobrze mieć to za sobą.
Wracając do tematu - mimo, że siedzę w Internecie dobrze od ponad dekady, jakoś jeszcze wciąż nie biorę obecności informacji za pewnik. Zdezorientowany mózg, przystosowany przez pierwsze lata działalności do ciężkich warunków, wykarmiony na chudej diecie szkoły i Telewizji Edukacyjnej, zestawia obecną dostępność do informacji z niegdysiejszą pernamentną niedostępnością i popada w zachwyt.
Oto więc jeden z moich zachwytów nad tym, co kiedyś było niedostępne. Piękny przykład edukacji w czystej postaci - sekcja zwłok młodej kobiety. Można ją znaleźć na YouTube (załączam poniżej, materiał jest dla dorosłych, stąd wymagane konto z datą), tudzież innych miejscach.
Część 2
O ile dobrze zrozumiałem co tam mówią, kobieta zmarła przypuszczalnie z powodu przedawkowania leków antydepresyjnych (względnie jakichś narkotyków). W parę minut, lekarze rozkładają na części pierwsze całkiem atrakcyjne ciałko. Wyjmują jej implant z piersi, oglądają macicę, kroją na części mózg i jajniki (te poddają się skalpelowi pryskając dookoła płynem). Przy tym wszystkim wcale nie zachowują śmiertelnej powagi.
Aspekt edukacyjny polega tu nie tylko na oglądaniu ciała od środka. Bardziej filozoficznie do tego podchodząc, filmik może posłużyć złapaniu dystansu do życia. Tak pięknie tam widać, że jesteśmy tylko workiem wypełnionym krwią i mięchem.
Żeby być sprawiedliwym, dziś takie rzeczy można zobaczyć też w telewizji, choć raczej nie polskiej. W edukacyjnym show „Autopsy” z brytyjskiego Channel 4, słynny Gunther von Hagens (to ten pan od plastynacji i wystaw ze zwłokami) robi sekcje przy udziale publiczności. Wyjmuje kości, kroi zamrożone ciało na plasterki itp. Jeszcze wtrącę, że jakby tego nie było dosyć, to niektóre części ciała i sposoby na udzielanie pierwszej pomocy, pokazują na żywych, całkowicie nagich modelach.
Ja oczywiście uważam, że takich materiałów powinno być więcej, w tym i w naszym języku. Stąd też z całą powagą deklaruję, że po zgonie, niezależnie od jego przyczyny, przeznaczam moje ciało na potrzeby bydgoskiego Collegium Medicum UMK. Warunkiem przekazania zwłok jest jednak sfilmowanie sekcji oraz umieszczenie jej w internecie bez żadnej cenzury. Musi trafić na moje profile w serwisach wideo (YouTube, Vimeo etc.) obok filmów i teledysków, które realizowałem. Naga modelka podczas sekcji mile widziana, choć niekonieczna.
A zatem, do zobaczenia (mnie).
PS
Na moją sekcję zwłok trzeba jeszcze chwilę poczekać, ale już w poniedziałek 13 lutego, będzie można zobaczyć nowy teledysk Nihil Quest (do Chemical Saviour). Szukajcie go tutaj i na stronie NQ.
niedziela, 18 grudnia 2011
Wirtualne badanie psychologiczne
Oto jest, ekranizacja mojego hitu „Test piramidy Masłowa”, oczekiwana przez nieświadome miliony. Miał w niej zagrać Sean Connery, ale akurat dostał chrypki.
niedziela, 11 grudnia 2011
Iana przegląd artykułów metalowych 2011
Poniżej znajdziecie najciekawsze płyty z okolic metalu i hard rocka z roku 2011. Nie starałem się uwzględnić wszystkiego, a zwłaszcza rzeczy, które leżą poza moimi głównymi zainteresowaniami (czyli nie ma np. death metalu, choć nowego Vadera trochę w tym roku słuchałem) i nie czuję się w nich aż tak kompetentny. Dołączyłem też parę słów o teledyskach bo od kiedy zacząłem je kręcić, przykładam do nich większą wagę. Jeśli ktoś odkryje dzięki tej ściągawce coś nowego i ciekawego to proszę o komentarz.
sobota, 26 listopada 2011
Jak odkryć zdradę w związku. Newsweek vs Biblia
Wpadł mi w ręce Newsweek sprzed tygodnia, gdzie tematem okładkowym zrobiono zdradę partnera. Redakcja pochyla się głównie nad metodami wykrywania tejże w dobie dostępu do technologii, którą kiedyś oglądaliśmy tylko na filmach z Bondem. Cały tekst można znaleźć tutaj. Jest w nim mowa m.in. o GPSach, kamerach, keyloggerach, zgadywaniu hasła do komputera (dobrze zacząć od "dupa"). Największą ciekawostką jest przedstawiona jako hit substancja, zabarwiająca bieliznę kobiety, która odbyła stosunek seksualny. Wykrywa ona białko z którego zbudowane są plemniki, tak więc można chyba powiedzieć, że jest to produkt dla mężczyzn zdradzanych przez tradycjonalistki.
Dziwnym się może jednak wydać, że redakcja Newsweeka nie sięga do sposobu wykrywania niewierności, który podaje Biblia. Było nie było, jest to księga święta, zdaniem wierzących i kapłanów nieomylna, a do kościoła każdy ma przecież niedaleko, czy chce czy nie. Nawet jeśli przyjmiemy że skorzystać z tej metody mogą tylko chrześcijanie i żydzi, to przecież jest to przecież ponad 95 proc. społeczeństwa. Zamiast więc się więc dręczyć domysłami, wydawać niepotrzebnie kasę na szpiegowanie, co nam szkodzi uderzyć do księdza dobrodzieja z prośbą o mały, naprawdę prosty, opisany w Piśmie Świętym rytuał. Jak widać na przyzwoitą informację w skażonym liberalnym światopoglądem Newsweeku człowiek nie może liczyć, ale to od tego jest przecież m.in. blog Dehumanizer, żeby uświadamiać.
Poniższy sposób jest co prawda przeznaczony dla mężczyzn posądzających żony, ale coś mi mówi, że zarówno w przypadku związków nieformalnych, jak i sytuacji gdy to kobieta podejrzewa mężczyznę, skuteczność rytuału jest równie wysoka. Znaleźć go można w Starym Testamencie w Księdze Liczb, zwanej też 4 Księgą Mojżeszową - rozdział 5, wersety od 11 do 31. Przepis jest gwarantowany, albowiem podyktował go Mojżeszowi sam Pan (stwórca wszechświata - przyp. red.). Zamieszczam go poniżej w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, skracając o kilka nieistotnych, przeważnie powtarzających się detali. Ponieważ ze względu na wartość rozrywkową, niektórzy mogliby mnie posądzić, że sam to napisałem, tutaj jest link do całości.
Rzekł znowu Pan do Mojżesza: Gdy mąż ma żonę rozpustną i ta go zdradzi przez to, że inny mężczyzna z nią obcuje cieleśnie wylewając nasienie, a nie spostrzegł tego jej mąż, i dopuściła się nieczystości w ukryciu. (...) lub będzie ją posądzał, choć się nie splamiła.
Wówczas winien mąż przyprowadzić żonę do kapłana i przynieść jako dar ofiarny za nią dziesiątą część efy mąki jęczmiennej.(...) Wówczas rozkaże kapłan zbliżyć się kobiecie i stawi ją przed Panem. Następnie naleje wody świętej do naczynia glinianego, weźmie nieco pyłu znajdującego się na podłodze przybytku i rzuci go do wody. Teraz postawi kapłan kobietę przed Panem, odkryje jej włosy i położy na jej ręce ofiarę wyjawienia, czyli posądzenia; wodę zaś gorzką, niosącą klątwę, kapłan będzie trzymał w swym ręku. Wtedy zaprzysięgnie kobietę i powie do niej: Jeśli rzeczywiście żaden inny mężczyzna z tobą nie obcował i jeśliś się z innym nie splamiła nieczystością względem swego męża, wówczas woda goryczy i przekleństwa nie przyniesie ci szkody. Jeśli jednak byłaś niewierna swemu mężowi (...) wówczas przeklnie kapłan kobietę (...) i powie do niej: Niechże cię Pan uczyni poprzysiężonym przekleństwem pośród ludu twego, niech zwiotczeją twoje biodra, a łono niech spuchnie. (...)
Teraz wypisze kapłan na zwoju słowa przekleństwa, a następnie zmyje je wodą goryczy. Wreszcie da wypić kobiecie wodę gorzką, niosącą klątwę (...). Następnie weźmie kapłan ofiarę posądzenia, wykona gest kołysania przed Panem i złoży na ołtarzu. Teraz da kobiecie do picia wodę przeklętą: jeśli naprawdę stała się nieczystą i swojemu mężowi niewierną, woda wniknie w nią, sprawiając gorzki ból. Łono jej spuchnie, a biodra zwiotczeją, i będzie owa kobieta przedmiotem przekleństwa pośród swego narodu. Jeśli jednak ta kobieta nie stała się nieczystą, lecz przeciwnie - jest czysta - pozostanie bez szkody i znów będzie rodzić dzieci.
I tyle... Niech sobie teraz wierzący odpowiedzą na pytanie w czyje metody bardziej wierzą.
piątek, 11 listopada 2011
Nihil Quest na wolności
Pisanie zajawek, maili, informacji prasowych i inne etcetery w niezliczonych odsłonach, ale o tym samym jest naprawdę męczące, tak więc krótko: płyta NQ wyszła. Więcej na stronie Nihil Quest tudzież facebookowej wizytówce NQ. Posłuchać płyty można także na pasku z prawej strony bloga.
Tracklista:
01. Man Made Hell
02. 710
03. Equal
04. Splendid Isolation
05. Mental Slave
06. Choose Life (In Misery)
07. Dead Girls
08. (Also Sprach) Franky (japanese bonus track)
09. Holy Nailhead (european bonus track)
10. Chemical Saviour (dance remix)
11. The Last Message
Tracklista:
01. Man Made Hell
02. 710
03. Equal
04. Splendid Isolation
05. Mental Slave
06. Choose Life (In Misery)
07. Dead Girls
08. (Also Sprach) Franky (japanese bonus track)
09. Holy Nailhead (european bonus track)
10. Chemical Saviour (dance remix)
11. The Last Message
środa, 2 listopada 2011
Hemingway to hell
Miesiąc pod znakiem premier. W
listopadowym numerze pisma "Science Fiction, Fantasy &
Horror" (nr 73) znajdziecie moje opowiadanie "Memento
Mortyria" (powyżej jego ilustracja ze środka numeru). Nie jest
to jakiś drobiazg, ale całkiem spory kawał prozy. Żeby było
ciekawiej opowiadanie łączy się w jednym wątku z utworem Nihil
Quest - Chemical Savior (więcej o tym kawałku pisałem w blogu
tutaj). Jeśli dobrze się przypatrzeć to można znaleźć też
odniesienie do jeszcze jednego kawałka z "0.9". Mortyria
jest utrzymana w staroszkolnym stylu SF, czyli rzecz dla mnie
nietypowa, ale też zawsze lubiłem takie klimaty.
Druga ważna rzecz to premiera pełnowymiarowej płyty Nihil Quest. Wypuścimy ją za parę dni, całkowicie free. Nie zmieniajcie tego kanału.
Jest jeszcze jedna premiera, ale za to odwołana... Teledysk do Chemical Savior. Niestety na skutek nieodpowiedzialnych działań pewnej osoby (She Who Must Not Be Named) zostaje przesunięta na czas nieokreślony.
piątek, 23 września 2011
Sekret młodości Małpiej Wyspy
![]() |
| Najlepsze wcielenie Stana (po lewej) ze wszystkich odsłon serii. Jakie teksty!!! |
W trakcie miksowania Nihil Quest
nastąpiło u mnie lekkie przegrzanie głównego reaktora. W ramach
schładzania wróciłem do jednej z moich ukochanych gier - Monkey
Island 2: Le Chuck's Revenge (rok 1991). Wziąłem akurat MI2,
ponieważ jakiś czas temu wyszła odnowiona wersja, która zebrała
bardzo pozytywne recenzje.
Tzw. Specjalna Edycja trochę mnie
rozczarowała. Grafika na pierwszy rzut oka wygląda efektownie, ale
jak się lepiej przyjrzeć to wszystko śmierdzi kiepskim
Photoshopem. Wielka szkoda, że autorzy nie skorzystali z grafik,
które posłużyły do oryginalnej wersji (jak to mogło wyglądać
można sobie wyobrazić oglądając tzw. concept art dołączony do
gry jako bonus). Strasznie kiepsko wygląda animacja. Ma jeszcze
mniej klatek niż w oryginale (!!!). Cienko wypadają też komentarze
autorów - trzech tytanów przygodówek Lucasarts (Ron Gilbert, Tim
Schafer, Dave Grossman), które mógłby być największą atrakcją.
Jakieś takie nieprzygotowane, nieskupione i do tego pomijają
rzeczy, ewidentnie proszące o parę słów . Ech... Może na 40
lecie? ; )
Niezłym bajerem jest natomiast
możliwość zupełnie płynnego przechodzenia między nową wersją
a starą. Naprawdę szkoda, że ta ostatnia cierpi na taką koszmarną
pikselozę (gorsza niż pamiętam, czy na Amidze też tak to
wyglądało?). Oryginalne grafiki są bardziej klimatyczne i chyba
też mroczniejsze.
Zostawiając na boku specjalną edycję,
muszę stwierdzić, że sama gra do dziś naprawdę rządzi i w ogóle
się nie zestarzała. Znacznie lepiej zniosła upływ czasu niż inne
przygodówkowe przeboje z tamtych czasów: Sam & Max Hit the
Road, Day of The Tentacle czy sierrowe questy różnej maści.
Dialogi po prostu porywają... Główny bohater - Guybrush
Threepwood - amoralna fajtłapa o dobrym sercu (ale bez przesady :)
to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci jakie gry komputerowe
widziały.
Monkey Island 2 obok pierwszej części
- The Secret of Monkey Island stawiam obok dokonań Monty Pythona. To
jest równie wysoki poziom absurdalnego humoru. Rzecz absolutnie
kultowa. Nie będę się na ten temat już rozpisywał, bo
siedziałbym nad tym postem godzinami... Kto nie wierzy niech poczyta
w sieci.
![]() |
| Tak wyglądała stara wersja. Na Amidze mieściła się na 11 dyskietkach. Jak ktoś nie miał twardego dysku (jak ja), to sobie wachlował... |
PS
Załączone screeny przedstawiają
jedną z moich ulubionych scen w MI2. Aby ukraść klucz do
cmentarnej krypty należy skłonić Stana, właściciela z zakładu z
używanymi trumnami do tego, aby zademonstrował nam zalety produktu
i wskoczył do jednej z nich. Potem zamykamy nad gościem wieko i
zabijamy je gwoździami... Pa pa, Stan!
PS 2 Lucasarts chyba trafił z tymi
remake'ami staroci, bo właśnie się dowiedziałem, że będzie nowa
(już zresztą druga) wersja innego klasyka przygodówek, tym razem
konkurencyjnej Sierry: Leisure Suit Larry in the Land of Lounge
Lizards - zwanego też po prostu Larry 1. To zdecydowanie moja
ulubiona część tego cyklu... Mam nadzieję, że to dojdzie do
skutku.
czwartek, 4 sierpnia 2011
Jak przeklinać i rwać laski po katolicku
[Uwaga: ostatnimi czasy zabawiałem się na tym blogu pisząc sfake'owane artykuły, ale ten poniższy tekst jest już w 100% oparty na rzeczywistości]
W jednym z brukowców 70-letni biskup Antoni Długosz radzi czytelnikom, jak po katolicku przeklinać i podrywać dziewczyny.
Biskup pomocniczy częstochowski Józef Długosz na pewno nieraz mógł stykać się z kwestiami, które są bliżej ziemi niż nieba. Jest duszpasterzem osób z problemem narkotykowym, a także ochotniczych hufców pracy. Trzeba także podziwiać jego aktywność medialną. W 2007 wydał płytę z piosenkami dla dzieci „Chrześcijanin tańczy”, na której śpiewa razem z dziećmi, i był to dopiero początek jego kariery muzycznej. Już dwa lata później ukazała się podwójna płyta „Chrześcijanin śpiewa w drodze do nieba”, a w zeszłym roku kolejne wydawnictwo dla dzieci - „Dary Miłości”. Wśród jego dokonań jest m.in. utwór nagrany wspólnie z Krzysztofem Krawczykiem pt. „Europo nie możesz żyć bez Boga”. Biskup znany jest także z występów w programie TVP „Ziarno” oraz w mediach o. Tadeusza Rydzyka.
Nic więc dziwnego, że właśnie tego bywałego w świecie duchownego redakcja „Super Expressu” poprosiła o kilka światłych wskazówek dla swych dbających o sprawy duszy czytelników.
Jak przeklinać
- Są takie chwile w życiu człowieka, że i święty by się zdenerwował. No bo jak tu zachować spokój, kiedy sąsiad po raz 10. zalewa nam mieszkanie? - pisze przejęta redakcja „Super Expressu”. - Chciałoby się wykrzyczeć swój żal wprost do nieba. Tylko jak to zrobić, by nie narazić się na potępienie. Prawdziwy katolik się nie wyraża - czytamy. Co na to biskup Długosz?
- Przede wszystkim nie można wzywać imienia Pana Boga nadaremno i nie wolno używać wulgaryzmów. Trzeba pamiętać także o tym, by nie życzyć nikomu źle, nie popełniać grzechu względem miłości bliźniego oraz własnej. W chwili zdenerwowania powinniśmy relaksować się takimi słowami, które nas rozluźnią, wprowadzą pogodną atmosferę i nie odwołują się do przemocy i nieszczęść - mówi „Super Expressowi” biskup.
Konkrety? Na pomoc przychodzi ściąga z przekleństw, opracowana wspólnie przez redakcję i biskupa. Oto te dozwolone:
Równie interesująca wydaje się lista przekleństw, nawet pozbawionych wulgaryzmów, których katolik używać nie powinien:
Kiedy już wiemy, jak się zachować, możemy godnie przystąpić do rozmów z atrakcyjnymi przedstawicielkami płci przeciwnej, czemu poświęcono kolejny poradnik „Super Expressu”. Pomaga on, niestety, uwieść tylko kobietę, ale rzeczywiście przesadą byłoby wymaganie od biskupa Długosza, aby znał się także na podrywaniu chłopaków.
Jak podrywać
- Przede wszystkim nie można patrzeć na drugiego człowieka tylko poprzez ciało, ale też ducha - mówi w SE biskup Antoni Długosz. - Najlepszym sprawdzianem tego, czy postępujemy właściwie, jest zadanie sobie pytania: Czy chcielibyśmy, by tak była podrywana nasza siostra? To wiele nam wyjaśni - dodaje.
Tu następuje wiele konkretów. Biskup Długosz mówi, że przy podrywaniu kobiety wolno:
Podobnie jak poprzednio - nasza wiedza byłaby niepełna bez przeciwskazań. Nie wolno więc:
| Biskup Antoni Długosz nie bez powodu został Kawalerem Orderu Uśmiechu |
Biskup pomocniczy częstochowski Józef Długosz na pewno nieraz mógł stykać się z kwestiami, które są bliżej ziemi niż nieba. Jest duszpasterzem osób z problemem narkotykowym, a także ochotniczych hufców pracy. Trzeba także podziwiać jego aktywność medialną. W 2007 wydał płytę z piosenkami dla dzieci „Chrześcijanin tańczy”, na której śpiewa razem z dziećmi, i był to dopiero początek jego kariery muzycznej. Już dwa lata później ukazała się podwójna płyta „Chrześcijanin śpiewa w drodze do nieba”, a w zeszłym roku kolejne wydawnictwo dla dzieci - „Dary Miłości”. Wśród jego dokonań jest m.in. utwór nagrany wspólnie z Krzysztofem Krawczykiem pt. „Europo nie możesz żyć bez Boga”. Biskup znany jest także z występów w programie TVP „Ziarno” oraz w mediach o. Tadeusza Rydzyka.
Nic więc dziwnego, że właśnie tego bywałego w świecie duchownego redakcja „Super Expressu” poprosiła o kilka światłych wskazówek dla swych dbających o sprawy duszy czytelników.
Jak przeklinać
- Są takie chwile w życiu człowieka, że i święty by się zdenerwował. No bo jak tu zachować spokój, kiedy sąsiad po raz 10. zalewa nam mieszkanie? - pisze przejęta redakcja „Super Expressu”. - Chciałoby się wykrzyczeć swój żal wprost do nieba. Tylko jak to zrobić, by nie narazić się na potępienie. Prawdziwy katolik się nie wyraża - czytamy. Co na to biskup Długosz?
- Przede wszystkim nie można wzywać imienia Pana Boga nadaremno i nie wolno używać wulgaryzmów. Trzeba pamiętać także o tym, by nie życzyć nikomu źle, nie popełniać grzechu względem miłości bliźniego oraz własnej. W chwili zdenerwowania powinniśmy relaksować się takimi słowami, które nas rozluźnią, wprowadzą pogodną atmosferę i nie odwołują się do przemocy i nieszczęść - mówi „Super Expressowi” biskup.
Konkrety? Na pomoc przychodzi ściąga z przekleństw, opracowana wspólnie przez redakcję i biskupa. Oto te dozwolone:
Psiakostka!
Motyla noga!
Kurza stopa!
Piernik jasny!
Kurczę blade!
Kurtka na wacie!
Do kroćset fur beczek!
Na krowie kopytko!
Kurcze pióro!
Kurczę pieczone!
Kuchnia felek!
Kurza melodia!
Równie interesująca wydaje się lista przekleństw, nawet pozbawionych wulgaryzmów, których katolik używać nie powinien:
Na rany Chrystusa!
Do stu tysięcy diabłów!
Niech cię licho porwie!
Niech mnie kule biją!
Tam do kata!
Niech to szlag!
Na rany koguta!
Niech to piekło pochłonie!
Matko Boska i wszyscy święci!
Tam do diaska!
Niech to dunder świśnie
Kiedy już wiemy, jak się zachować, możemy godnie przystąpić do rozmów z atrakcyjnymi przedstawicielkami płci przeciwnej, czemu poświęcono kolejny poradnik „Super Expressu”. Pomaga on, niestety, uwieść tylko kobietę, ale rzeczywiście przesadą byłoby wymaganie od biskupa Długosza, aby znał się także na podrywaniu chłopaków.
Jak podrywać
- Przede wszystkim nie można patrzeć na drugiego człowieka tylko poprzez ciało, ale też ducha - mówi w SE biskup Antoni Długosz. - Najlepszym sprawdzianem tego, czy postępujemy właściwie, jest zadanie sobie pytania: Czy chcielibyśmy, by tak była podrywana nasza siostra? To wiele nam wyjaśni - dodaje.
Tu następuje wiele konkretów. Biskup Długosz mówi, że przy podrywaniu kobiety wolno:
Mówić komplementy, nawet dotyczące urody cielesnej, o ile nie chodzi nam o podstępne uwiedzenie.
Zaprosić dziewczynę na kawę lub herbatę w neutralne, publiczne miejsce.
Na randce wypić małą ilość wina.
Otwarcie pytać o jej zainteresowania, należy być szczerym i nie udawać kogoś innego.
Podrywać tańcem, ale prowadząc partnerkę tak, by taniec nie był zbytnio podniecający.
Zaprosić do kawiarni lub na lody i zapłacić za wszystko.
Flirtować, ale nie przekraczać granicy.
Dyskretnie podpytać, czy ta osoba jest z kimś związana.
Poprosić o posmarowanie pleców olejkiem, jeśli tylko o to nam chodzi.
Podobnie jak poprzednio - nasza wiedza byłaby niepełna bez przeciwskazań. Nie wolno więc:
Mówić komplementów, w które sami nie wierzymy, bo miłości nie można budować na kłamstwie.
Komplementy nie mogą być wulgarne.
Zapraszać na randkę do domu.
Na randce nie powinno się pić większych ilości niż lampka wina, nie powinno się też pić piwa.
Stosować sztuczek i podstępów, działać na podświadomość specjalnymi technikami.
Flirtować przez SMS-y i Internet, to grozi uzależnieniem.
Wykonywać dzikich, uwodzicielskich tańców w nadmorskich dyskotekach.
By dziewczyna płaciła na randce, a jeśli chłopak jest biedny, trzeba się przyznać od razu.
Poprosić o posmarowanie olejkiem, gdy chcemy podstępnie uwieść i porzucić.Sama redakcja z pewnym pesymizmem podchodzi do tematu: - Nie oszukujmy się - korzystając z tych porad nie będzie łatwo w dzisiejszych, rozwiązłych czasach poderwać pierwszą lepszą dziewczynę - uważa „Super Express”. Redakcja gazety nie uwzględnia jednak tego co, biskup Długosz powinien był dodać na końcu: niezależnie sytuacji, katolik musi wierzyć w cuda.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Pomodlą się za twoje mienie
![]() |
| Reklama ubezpieczenia PZU DEO. Zdaniem analityków ma szansę zawojować polski rynek. |
PZU wprowadza nowy rodzaj ubezpieczenia. Czy to będzie rewolucja na rynku?
W mediach często można natknąć się na narzekania klientów związane z tradycyjnymi produktami ubezpieczeniowymi. Zdarza się, że mimo wieloletniego opłacania składek, firmy później unikają wypłacenia odszkodowania powołując się na sprytne zapisy w zawartej umowie.
- Nasza szkoda staje się również szkodą ubezpieczyciela, tylko wówczas kiedy faktycznie musi on nam wypłacić pieniądze. Żadna firma tego nie lubi, od tego przecież zależą jej zyski, dlatego się migają jak mogą - mówi pan Zdzisław Kawalec.
W czasach gdy komunikacja klientów za pomocą Internetu jest czymś powszechnym, świadomość takich praktyk jest coraz większa. Dlatego wiele osób wycofuje się z ubezpieczenia swoich dóbr. Twierdzą, że wypłata odszkodowania jest zbyt niepewna.
- Zapłacę za wielki pakiet, który niby mnie uchroni nawet przed szkodą od spadającego promu kosmicznego, ale jak już zdarzy się coś banalnego, to zostanę z problemem sam - stwierdza pan Zdzisław.
Okazuje się jednak, że takie głosy nie pozostają bez odpowiedzi. Firmą, która jako pierwsza postanowiła wyjść naprzeciw klientom i zmienić coś w swojej ofercie jest PZU, najstarszy polski ubezpieczyciel.
- Doszliśmy do wniosku, że zamiast wypłacać odszkodowanie, lepiej sprawić, aby do szkody po prostu nie doszło - mówi Stefan Gontarek, rzecznik prasowy grupy PZU. - Zapytają państwo, jak to możliwe? Oczywiście przez zdanie się na czynniki wyższe. Od setek, a nawet tysięcy lat, wierni modlą się w intencjach swoich i cudzych, które bardzo często dotyczą ochrony mienia. Skuteczność modlitwy zaś potwierdzają najwyższe społeczne autorytety, w tym błogosławiony Jan Paweł II i Benedykt XVI, a przecież nie ma powodu aby im nie wierzyć. Modlitwa zabiera jednak dużo jakże cennego czasu, a także nie każdy czuje, że ma odpowiednią duchową siłę przebicia. Warto więc powierzyć takie kwestie fachowcom - uważa Stefan Gontarek.
Już od przyszłego miesiąca PZU wprowadza do oferty ubezpieczenie pod nazwą PZU Deo, którego skuteczność bazuje właśnie na modlitwie. Klienci będą mieli do wyboru kilka pakietów o rosnącym stopniu zabezpieczenia, co będzie odzwierciedlone w ich cenie.
- W zależności od tego jak bardzo chcemy chronić nasze domostwo, samochód czy zdrowie członków rodziny - modlić się o nie będzie stosowna grupa specjalistów - zapewnia rzecznik PZU. - Współpracujemy z kilkoma klasztorami, gdzie utworzono dla nas specjalne zespoły modlitewne. W pakiecie podstawowym możemy liczyć na wsparcie pojedynczego mnicha lub zakonnicy (do wyboru). Przy nieco droższych i bardziej zaawansowanych opcjach nad naszymi sprawami może czuwać nawet 40 wysokich rangą osób duchownych. Mamy także oferty specjalne, a wśród nich np. zawierzenie naszych spraw Maryi w Częstochowie przez nastoletnie dziewice (z certyfikatem rady parafialnej).
Jak wybierano modlitwy, które będą wykorzystywane np. do ubezpieczenia mienia?
- Wcale nie są to modlitwy o jakiejś szczególnej treści - mówi Stefan Gontarek. - Wybieraliśmy po prostu te, które znane są z dużej skuteczności, a taką jest np. modlitwa różańcowa. Przypomnę, że Jan Paweł II w swoim dokumencie Rosarium Virginis Mariae pisał „Kościół zawsze uznawał szczególną skuteczność tej modlitwy (…), powierzając jej najtrudniejsze sprawy”.
Co na taką ofertę powie zniechęcony do firm ubezpieczeniowych pan Zdzisław Kawalec?
- Z pewnością nad tym pomyślę. Chciałbym jednak wiedzieć, co stanie się, jeśli mimo wytężonych modlitw dojdzie do jakiegoś nieszczęścia? Przecież historia zna takie przypadki. Czy ewentualna strata zostanie mi zrekompensowana?
- Oczywiście, że tak - odpowiada Zdzisław Gontarek z PZU. - Gdyby doszło do takiej sytuacji natychmiast w sprawę angażujemy specjalny zespół. Dniem i nocą będzie się modlił o trzykrotne wynagrodzenie poniesionych szkód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








