czwartek, 4 sierpnia 2011

Jak przeklinać i rwać laski po katolicku

[Uwaga: ostatnimi czasy zabawiałem się na tym blogu pisząc sfake'owane artykuły, ale ten poniższy tekst jest już w 100% oparty na rzeczywistości]

Biskup Antoni Długosz nie bez powodu został Kawalerem Orderu Uśmiechu
W jednym z brukowców 70-letni biskup Antoni Długosz radzi czytelnikom, jak po katolicku przeklinać i podrywać dziewczyny.

Biskup pomocniczy częstochowski Józef Długosz na pewno nieraz mógł stykać się z kwestiami, które są bliżej ziemi niż nieba. Jest duszpasterzem osób z problemem narkotykowym, a także ochotniczych hufców pracy. Trzeba także podziwiać jego aktywność medialną. W 2007 wydał płytę z piosenkami dla dzieci „Chrześcijanin tańczy”, na której śpiewa razem z dziećmi, i był to dopiero początek jego kariery muzycznej. Już dwa lata później ukazała się podwójna płyta „Chrześcijanin śpiewa w drodze do nieba”, a w zeszłym roku kolejne wydawnictwo dla dzieci - „Dary Miłości”. Wśród jego dokonań jest m.in. utwór nagrany wspólnie z Krzysztofem Krawczykiem pt. „Europo nie możesz żyć bez Boga”. Biskup znany jest także z występów w programie TVP „Ziarno” oraz w mediach o. Tadeusza Rydzyka.
Nic więc dziwnego, że właśnie tego bywałego w świecie duchownego redakcja „Super Expressu” poprosiła o kilka światłych wskazówek dla swych dbających o sprawy duszy czytelników.

Jak przeklinać
- Są takie chwile w życiu człowieka, że i święty by się zdenerwował. No bo jak tu zachować spokój, kiedy sąsiad po raz 10. zalewa nam mieszkanie? - pisze przejęta redakcja „Super Expressu”. - Chciałoby się wykrzyczeć swój żal wprost do nieba. Tylko jak to zrobić, by nie narazić się na potępienie. Prawdziwy katolik się nie wyraża - czytamy. Co na to biskup Długosz?
- Przede wszystkim nie można wzywać imienia Pana Boga nadaremno i nie wolno używać wulgaryzmów. Trzeba pamiętać także o tym, by nie życzyć nikomu źle, nie popełniać grzechu względem miłości bliźniego oraz własnej. W chwili zdenerwowania powinniśmy relaksować się takimi słowami, które nas rozluźnią, wprowadzą pogodną atmosferę i nie odwołują się do przemocy i nieszczęść - mówi „Super Expressowi” biskup.
Konkrety? Na pomoc przychodzi ściąga z przekleństw, opracowana wspólnie przez redakcję i biskupa. Oto te dozwolone:

Psiakostka!
Motyla noga!
Kurza stopa!
Piernik jasny!
Kurczę blade!
Kurtka na wacie!
Do kroćset fur beczek!
Na krowie kopytko!
Kurcze pióro!
Kurczę pieczone!
Kuchnia felek!
Kurza melodia!

Równie interesująca wydaje się lista przekleństw, nawet pozbawionych wulgaryzmów, których katolik używać nie powinien:
Na rany Chrystusa!
Do stu tysięcy diabłów!
Niech cię licho porwie!
Niech mnie kule biją!
Tam do kata!
Niech to szlag!
Na rany koguta!
Niech to piekło pochłonie!
Matko Boska i wszyscy święci!
Tam do diaska!
Niech to dunder świśnie

Kiedy już wiemy, jak się zachować, możemy godnie przystąpić do rozmów z atrakcyjnymi przedstawicielkami płci przeciwnej, czemu poświęcono kolejny poradnik „Super Expressu”. Pomaga on, niestety, uwieść tylko kobietę, ale rzeczywiście przesadą byłoby wymaganie od biskupa Długosza, aby znał się także na podrywaniu chłopaków.

Jak podrywać
- Przede wszystkim nie można patrzeć na drugiego człowieka tylko poprzez ciało, ale też ducha - mówi w SE biskup Antoni Długosz. - Najlepszym sprawdzianem tego, czy postępujemy właściwie, jest zadanie sobie pytania: Czy chcielibyśmy, by tak była podrywana nasza siostra? To wiele nam wyjaśni - dodaje.
Tu następuje wiele konkretów. Biskup Długosz mówi, że przy podrywaniu kobiety wolno:
Mówić komplementy, nawet dotyczące urody cielesnej, o ile nie chodzi nam o podstępne uwiedzenie.
Zaprosić dziewczynę na kawę lub herbatę w neutralne, publiczne miejsce.
Na randce wypić małą ilość wina.
Otwarcie pytać o jej zainteresowania, należy być szczerym i nie udawać kogoś innego.
Podrywać tańcem, ale prowadząc partnerkę tak, by taniec nie był zbytnio podniecający.
Zaprosić do kawiarni lub na lody i zapłacić za wszystko.
Flirtować, ale nie przekraczać granicy.
Dyskretnie podpytać, czy ta osoba jest z kimś związana.
Poprosić o posmarowanie pleców olejkiem, jeśli tylko o to nam chodzi.

Podobnie jak poprzednio - nasza wiedza byłaby niepełna bez przeciwskazań. Nie wolno więc:
Mówić komplementów, w które sami nie wierzymy, bo miłości nie można budować na kłamstwie.
Komplementy nie mogą być wulgarne.
Zapraszać na randkę do domu.
Na randce nie powinno się pić większych ilości niż lampka wina, nie powinno się też pić piwa.
Stosować sztuczek i podstępów, działać na podświadomość specjalnymi technikami.
Flirtować przez SMS-y i Internet, to grozi uzależnieniem.
Wykonywać dzikich, uwodzicielskich tańców w nadmorskich dyskotekach.
By dziewczyna płaciła na randce, a jeśli chłopak jest biedny, trzeba się przyznać od razu.
Poprosić o posmarowanie olejkiem, gdy chcemy podstępnie uwieść i porzucić.
Sama redakcja z pewnym pesymizmem podchodzi do tematu: - Nie oszukujmy się - korzystając z tych porad nie będzie łatwo w dzisiejszych, rozwiązłych czasach poderwać pierwszą lepszą dziewczynę - uważa „Super Express”. Redakcja gazety nie uwzględnia jednak tego co, biskup Długosz powinien był dodać na końcu: niezależnie sytuacji, katolik musi wierzyć w cuda.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Pomodlą się za twoje mienie

Reklama ubezpieczenia PZU DEO. Zdaniem analityków ma szansę zawojować polski rynek. 

PZU wprowadza nowy rodzaj ubezpieczenia. Czy to będzie rewolucja na rynku?

W mediach często można natknąć się na narzekania klientów związane z tradycyjnymi produktami ubezpieczeniowymi. Zdarza się, że mimo wieloletniego opłacania składek, firmy później unikają wypłacenia odszkodowania powołując się na sprytne zapisy w zawartej umowie.
- Nasza szkoda staje się również szkodą ubezpieczyciela, tylko wówczas kiedy faktycznie musi on nam wypłacić pieniądze. Żadna firma tego nie lubi, od tego przecież zależą jej zyski, dlatego się migają jak mogą - mówi pan Zdzisław Kawalec.
W czasach gdy komunikacja klientów za pomocą Internetu jest czymś powszechnym, świadomość takich praktyk jest coraz większa. Dlatego wiele osób wycofuje się z ubezpieczenia swoich dóbr. Twierdzą, że wypłata odszkodowania jest zbyt niepewna.
- Zapłacę za wielki pakiet, który niby mnie uchroni nawet przed szkodą od spadającego promu kosmicznego, ale jak już zdarzy się coś banalnego, to zostanę z problemem sam - stwierdza pan Zdzisław.
Okazuje się jednak, że takie głosy nie pozostają bez odpowiedzi. Firmą, która jako pierwsza postanowiła wyjść naprzeciw klientom i zmienić coś w swojej ofercie jest PZU, najstarszy polski ubezpieczyciel.
- Doszliśmy do wniosku, że zamiast wypłacać odszkodowanie, lepiej sprawić, aby do szkody po prostu nie doszło - mówi Stefan Gontarek, rzecznik prasowy grupy PZU. - Zapytają państwo, jak to możliwe? Oczywiście przez zdanie się na czynniki wyższe. Od setek, a nawet tysięcy lat, wierni modlą się w intencjach swoich i cudzych, które bardzo często dotyczą ochrony mienia. Skuteczność modlitwy zaś potwierdzają najwyższe społeczne autorytety, w tym błogosławiony Jan Paweł II i Benedykt XVI, a przecież nie ma powodu aby im nie wierzyć. Modlitwa zabiera jednak dużo jakże cennego czasu, a także nie każdy czuje, że ma odpowiednią duchową siłę przebicia. Warto więc powierzyć takie kwestie fachowcom - uważa Stefan Gontarek.
Już od przyszłego miesiąca PZU wprowadza do oferty ubezpieczenie pod nazwą PZU Deo, którego skuteczność bazuje właśnie na modlitwie. Klienci będą mieli do wyboru kilka pakietów o rosnącym stopniu zabezpieczenia, co będzie odzwierciedlone w ich cenie.
- W zależności od tego jak bardzo chcemy chronić nasze domostwo, samochód czy zdrowie członków rodziny - modlić się o nie będzie stosowna grupa specjalistów - zapewnia rzecznik PZU. - Współpracujemy z kilkoma klasztorami, gdzie utworzono dla nas specjalne zespoły modlitewne. W pakiecie podstawowym możemy liczyć na wsparcie pojedynczego mnicha lub zakonnicy (do wyboru). Przy nieco droższych i bardziej zaawansowanych opcjach nad naszymi sprawami może czuwać nawet 40 wysokich rangą osób duchownych. Mamy także oferty specjalne, a wśród nich np. zawierzenie naszych spraw Maryi w Częstochowie przez nastoletnie dziewice (z certyfikatem rady parafialnej).

Jak wybierano modlitwy, które będą wykorzystywane np. do ubezpieczenia mienia?
- Wcale nie są to modlitwy o jakiejś szczególnej treści - mówi Stefan Gontarek. - Wybieraliśmy po prostu te, które znane są z dużej skuteczności, a taką jest np. modlitwa różańcowa. Przypomnę, że Jan Paweł II w swoim dokumencie Rosarium Virginis Mariae pisał „Kościół zawsze uznawał szczególną skuteczność tej modlitwy (…), powierzając jej najtrudniejsze sprawy”.

Co na taką ofertę powie zniechęcony do firm ubezpieczeniowych pan Zdzisław Kawalec?
- Z pewnością nad tym pomyślę. Chciałbym jednak wiedzieć, co stanie się, jeśli mimo wytężonych modlitw dojdzie do jakiegoś nieszczęścia? Przecież historia zna takie przypadki. Czy ewentualna strata zostanie mi zrekompensowana?
- Oczywiście, że tak - odpowiada Zdzisław Gontarek z PZU. - Gdyby doszło do takiej sytuacji natychmiast w sprawę angażujemy specjalny zespół. Dniem i nocą będzie się modlił o trzykrotne wynagrodzenie poniesionych szkód.